Powszechnie panuje pogląd, że to przede wszystkim mężczyźni walczyli z bronią w ręku i narażali swoje życie w bezpośrednim starciu z wrogiem. Tak rzeczywiście zawsze było, także we wrześniu 1939 roku. Wcześniej, kobiety w Wojsku Polskim nie służyły, dopiero niemiecka okupacja wyznaczyła im nową rolę, ważną dla sprawnego funkcjonowania armii podziemnej. Kobiety, które włączyły się w pracę konspiracyjną nie zawsze były dostrzegane i doceniane za swoje nawet najbardziej prozaiczne działania w tym trudnym wojennym czasie. Gotowość do walki i niesienia pomocy, zaangażowanie w działalność podziemną były efektem wcześniejszych lat - wychowania w duchu służby dla kraju i dla ludzi, także na wypadek wojny. Dużą rolę odgrywał tu dom rodzinny, szkoła, organizacja harcerska czy Przysposobienie Wojskowe Kobiet.
Włączenie się do pracy konspiracyjnej dla wielu kobiet było czymś naturalnym i oczywistym i dotyczyło różnych sfer okupacyjnego życia. Obejmowało również znacznie poważniejsze i bardziej odpowiedzialne zadania, jak choćby łączność i działania wywiadowcze. To co jednak było istotne dla żołnierzy podziemia to zaplecze tworzone właśnie przez kobiety. Lokale kontaktowe, konspiracyjne mieszkania, możliwość przeczekania zagrożenia, fałszywe dokumenty ratujące niejednokrotnie życie, to te sprawy, które pomagały w codziennej walce i zdejmowały z żołnierzy dodatkowe troski.
Miejsc w okupowanej Polsce, gdzie żołnierze podziemia mogli liczyć na pomoc i wsparcie było dużo. Istniały one także w Łodzi, mieście jakoś mało znanym ze swej okupacyjnej i konspiracyjnej rzeczywistości w latach 1939-1945. Łódź była terenem z pewnością niełatwym dla wszelkich tajnych działań. Z rozkazu Hitlera, 4 listopada 1939 roku została włączona do Rzeszy. Znaczny odsetek mieszkańców narodowości niemieckiej, w swej przeważającej masie był wrogo nastawiony do Polaków, za to chętnie dzielił się z władzami okupacyjnymi informacjami na temat polskich mieszkańców, w wielu przypadkach bardzo dobrze znanych ze swej działalności publicznej przed wojną. Restrykcyjne przepisy dnia codziennego, częste wywózki na roboty przymusowe nie ułatwiały działania i stanowiły zagrożenie dla wszystkich. Z kolei bliska odległość od granicy z Generalnym Gubernatorstwem stwarzała możliwości przepływu potrzebnych informacji, przerzucania łączników lub ludzi poszukiwanych przez gestapo.
Praca konspiracyjna miała oparcie w lokalach w różnych punktach miasta. Jednym z nich była w Łodzi kamienica przy ulicy Legionów 24 znajdująca się blisko jednego z głównych placów w centrum. Kamienica była miejscem wyjątkowym, przede wszystkim dlatego, że tu o wszystkim decydowały kobiety: matka i jej trzy córki. Wraz z nastaniem okupacji stworzyły namiastkę domu dla wszystkich, którzy w wyniku wojny go stracili lub po prostu nie mieli dokąd pójść. Historia tej niezwykłej rodziny i tego domu wpisuje się w historię wielokulturowej i wielowyznaniowej Łodzi. Tu zawsze mieszkańcy byli narodowości polskiej i niemieckiej. Wszyscy mieli doświadczenia w pracy niepodległościowej w latach I wojny światowej. Ta tradycja znalazła swoją kontynuację w czasie niemieckiej okupacji 1939-1945. Właścicielką domu była Wilhelmina Jezierska, Niemka, która była przeciwieństwem wielu niemieckich łodzian, zwolenników Hitlera. Jej przejście z wiary ewangelickiej na katolicką było symbolicznym aktem opowiedzeniem się po stronie Polaków, a oddanie własnego domu na potrzeby konspiracji, jasną deklaracją sprzeciwu wobec polityki niemieckiej.
W kamienicy role były podzielone: trzy siostry (z domu Jezierskie) wypełniały swoje zadania, różne, ale równie ważne dla wszystkich potrzebujących. Centralną postacią wśród nich była Janina Żyźniewska. Już w październiku 1939 roku nawiązała kontakt z Komendą Główną Służby Zwycięstwu Polski. Sprowadziła z Warszawy do Łodzi ppłk Leopolda Okulickiego, który od stycznia 1940 roku był pierwszym komendantem ZWZ Okręgu Łódź i przez pewien czas przebywał w zakonspirowanym pomieszczeniu kamienicy. Żyźniewska, która miała także obowiązki w Komendzie Okręgu (finanse i kwatermistrzostwo) była głównym organizatorem życia konspiracyjnego w swej rodzinnej kamienicy. Umawiała spotkania, przekazywanie meldunków, rozdział tajnej prasy. Źródłem finansowania działalności i wsparcia dla potrzebujących żołnierzy podziemia były dochody ze sklepu tekstylnego mieszczącego się w budynku na parterze, który był własnością jej rodziców.
Do kamienicy przy ul. Legionów 24 zmierzało wiele osób. Obok żołnierzy podziemia, którzy przybywali tu na spotkania konspiracyjne, byli także ci, którzy potrzebowali pomocy w postaci nowych dokumentów czy oczekiwali na rozkazy lub na mieszkanie, w którym mogliby się ukryć. Opieką nad wszystkimi przybyszami zajmowała się przede wszystkim siostra Janiny, Leonia Jędrzejewska. Jej obowiązki były bardzo prozaiczne, ale niezwykle wymagające w warunkach wojny. Zajmowała się prowadzeniem domu, nie tylko dla swojej rodziny i rodzin swych sióstr, ale też dla wszystkich, którzy się w kamienicy zatrzymywali na krótszy lub dłuższy czas. Dbała o prowiant, gotowała, czasami też zajmowała się garderobą przybyszów. Z niewielkiej ilości produktów potrafiła wyczarować posiłek dla licznych mieszkańców domu. W codziennym życiu konspiracyjnym zdarzały się także dni świąteczne – Wielkanoc.
czy Boże Narodzenie. Takie chwile pozostały we wspomnieniach byłych żołnierzy jako wyjątkowe, np. wigilię w grudniu 1940 roku tak wspominał jeden z nich: Wszystkim w oczy rzuciła się najpierw choinka z ogromnym świętym Mikołajem na szczycie. W dłoni trzymał on polską flagę. […] Łamaliśmy się opłatkiem, życząc sobie doczekania następnej Wigilii w wolnej już Polsce.
Komórki legalizacyjne na obszarach okupowanych niejednokrotnie ratowały ludziom życie. Zmiana tożsamości w oparciu o nowe dokumenty pozwalały wrócić do w miarę normalnego funkcjonowania. Praca przy fałszywych dokumentach to zadanie, które należało do trzeciej z sióstr, Wandy Goedel. Artystka malarka, absolwentka monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych, swój talent plastyczny wykorzystywała do tworzenia nowych dokumentów na oryginalnych niemieckich blankietach i formularzach, dostarczanych przez jej siostrzeńca, również żołnierza podziemia. Biegła znajomość języka niemieckiego umożliwiała wykonywanie także innych zadań. Było to zbieranie informacji o nastrojach wśród Niemców, tłumaczenie artykułów o tematyce politycznej i wojskowej, wyszukiwanie mieszkań dla osób zagrożonych. To m.in. z polecenia Wandy Goedel rodzina żydowskiego kupca Alfreda Rapapporta znalazła schronienie w mieszkaniu sióstr Anieli i Natalii Wągrowskich. Ale konieczność i chęć pomocy uśpiła konspiracyjną czujność i poczucie własnego bezpieczeństwa. Cała sprawa zakończyła się klęską – siostry Wągrowskie, żona i szwagierka Rappaporta i W. Goedel zostały aresztowane. Nikt bowiem wcześniej nie wiedział, że A. Rappaport był konfidentem gestapo.
Agnieszka Jędrzejewska
