Historianaprawde.pl

Arthur Greiser i rabunek cennych świeczników z Lubostronia

Szacowany czas czytania: ...

W listopadzie 1939 roku Arthur Greiser, który wcześniej pełnił funkcję prezydenta Senatu Gdańska, objął funkcję namiestnika tzw. Kraju Warty (Reichsstatthalter im Reichsgau Wartheland). Jego rządy na tym obszarze to nie tylko wysiedlenia i eksterminacja ludności, ale również grabież polskich majątków. Greiser osobiście upatrzył sobie kilka siedzib polskiego ziemiaństwa, które zawłaszczył dla siebie, obsadzając je zaufanymi funkcjonariuszami.

Taki los spotkał m.in. pałace w Czerniejewie i Lubostroniu – siedziby rodu Skórzewskich. Ten pierwszy stał się dla Greisera miejscem prywatnych spotkań i biesiad dla najwyższych hitlerowskich urzędników, takich jak Heinrich Himmler czy Joseph Goebbels. Namiestnik Kraju Warty traktował tę rezydencję jako prywatną własność. Nie dopuszczał do niej nawet urzędników Haupttreuhandstelle Ost (HTO), odpowiedzialnych za sporządzanie spisów inwentarza zagrabionych przez Niemców, wielkopolskich majątków. Dóbr tych pilnował mianowany na to stanowisko Siegfried Pluquet. Majątek w Czerniejewie stanowił dla Greisera miejsce magazynowania niektórych, zagrabionych po cichu dzieł sztuki. Dopiero w listopadzie 1943 roku zgodził się on na wykonanie inwentaryzacji czerniejewskiej kolekcji przez pracownika Kaiser Friedrich Museum (KFM) w Poznaniu, Franza Maya.

Inaczej natomiast Greiser potraktował drugą posiadłość Skórzewskich – położony w gminie Łabiszyn, w powiecie żnińskim Lubostroń. Tamtejszy pałac był zawsze prawdziwą perłą Kujaw. Powstał na przełomie XVIII i XIX wieku z inicjatywy Fryderyka hrabiego Skórzewskiego. Zaprojektował go znany architekt Stanisław Zawadzki. Jest to wzniesiona na planie kwadratu, imponująca budowla w stylu klasycystycznym.
Już pod koniec 1939 roku posiadłość ta zainteresowała namiestnika Arthura Greisera. Wrażenie zrobiła na nim nie tyle okazałość budowli, co zgromadzone w niej dzieła sztuki. Co prawda rodzina Skórzewskich rozpoczęła ewakuację cennych kolekcji zarówno z rezydencji czerniejewskiej, jak i z pałacu w Lubostroniu, jednak zbiory z obu tych miejsc były tak liczne, że nie starczyło czasu na wywiezienie znacznej ich części na wschód Polski. Już w 1939 roku pałac w Lubostroniu uległ rabunkowi. Później jego wnętrza przeszukiwało zarówno Gestapo, jak i urzędnicy SS-Bodenamt Posen (Urząd Ziemski w Poznaniu). Podczas tych „inspekcji” zaginęła część lubostrońskich eksponatów. Liczne spisy dokonane przez okupanta, w tym przez wspomnianego Franza Maya z KFM, będące w posiadaniu autora, wskazują na bogactwo zbiorów znajdujących się w Lubostroniu. Jak wynika z inwentarzy, część mniej wartościowych dzieł sztuki była przechowywana w złych warunkach, poupychana w pomieszczeniach pałacowych. Wśród nich znajdowały się jednak wartościowe srebra. To na nie właśnie zwrócił szczególną uwagę Arthur Greiser.

27 marca 1942 roku kapitan Kayssler, okupacyjny zarządca dóbr lubostrońskich, wysłał do dyrektora KFM, dr. Siegfrieda Rühlego, list. Informował w nim, że Greiser zażądał sreber znajdujących się w pałacu w Lubostroniu, w tym cennych świeczników. Tymczasem na mocy zarządzenia namiestnika z dnia 26 kwietnia 1941 roku, srebra te miały zostać przekazane jako długoterminowe depozyty do muzeum. Dyrektor Siegfried Rühle stwierdził, że przy przekazaniu tych przedmiotów musi być obecny przedstawiciel muzeum w celu zabezpieczenia roszczeń tej instytucji. Rühle wyczuł bowiem, że Greiser jest osobiście zainteresowany cennymi srebrami.
31 marca Kayssler sam przywiózł owe świeczniki do Poznania. Srebra miał odebrać osobisty adiutant Greisera, kapitan Harder. Na spotkanie przybył również dyrektor Rühle. Gdy jednak Kayssler próbował wejść do gabinetu Hardera, został zatrzymany i musiał poczekać w innym pomieszczeniu. Po zakończeniu rozmowy obu kapitanów adiutant Harder przyszedł do dyrektora muzeum i oświadczył, że sprawa została załatwiona, aczkolwiek świeczniki nie trafią do muzeum. Rühle gwałtownie zaprotestował i powołał się na wcześniejsze ustalenia z Arthurem Greiserem. Kapitan Harder oznajmił jednak, że namiestnik zmienił zdanie, ponieważ owe świeczniki nie były związane z Krajem Warty i przedstawiały niską wartość, w związku z czym nie musiały trafić do muzeum. Dyrektor KFM nie dawał za wygraną. Oświadczył, że są to cztery trzyramienne, sygnowane poznańskie świeczniki oraz dwa pięcioramienne, pochodzące z Berlina, stanowiące materiał porównawczy. Zirytowany Harder odrzekł, że muzeum może otrzymać jedynie etykiety i opisy tych przedmiotów, a pozostałe sprawy będzie można omówić osobiście z Arthurem Greiserem w późniejszym terminie.
Co stało się z tymi cennymi obiektami muzealnymi? Z dalszych informacji wynika, że trafiły one do posiadłości Greisera „Mariensee” (obecnie Jeziory, siedziba dyrekcji Wielkopolskiego Parku Narodowego) nad jeziorem Góreckim. Dalszy ich los nie jest znany. Wiadomo, że Arthur Greiser, uciekając wraz ze swoją żoną Marią Körfer z Poznania w styczniu 1945 roku, zabrał jedynie część zrabowanych w Wielkopolsce wartościowych dzieł sztuki. Później miejsce to zostało splądrowane przez radzieckich żołnierzy oraz miejscową ludność.

Przejdź do treści