Historianaprawde.pl

Łodzianki w służbie konspiracji w latach 1939-1945 cz. 2

Szacowany czas czytania: ...

Powszechnie panuje pogląd, że to przede wszystkim mężczyźni walczyli z bronią w ręku i narażali swoje życie w bezpośrednim starciu z wrogiem. Tak rzeczywiście zawsze było, także we wrześniu 1939 roku. Wcześniej, kobiety w Wojsku Polskim nie służyły, dopiero niemiecka okupacja wyznaczyła im nową rolę, ważną dla sprawnego funkcjonowania armii podziemnej. Kobiety, które włączyły się w pracę konspiracyjną nie zawsze były dostrzegane i doceniane za swoje nawet najbardziej prozaiczne działania w tym trudnym wojennym czasie. Gotowość do walki i niesienia pomocy, zaangażowanie w działalność podziemną były efektem wcześniejszych lat - wychowania w duchu służby dla kraju i dla ludzi, także na wypadek wojny. Dużą rolę odgrywał tu dom rodzinny, szkoła, organizacja harcerska czy Przysposobienie Wojskowe Kobiet.

W domu przy ul. Legionów 24 pomoc otrzymywał każdy, kto się po nią zgłosił. Mimo grozy okupacji i ciągłego zagrożenia, panowała tu niemal rodzinna atmosfera. We wspomnieniach miejsce to zostało zapamiętane jako szczególne: dom ten był dla wielu z nas jak gdyby drugim domem rodzinnym. Tam pulsowało życie konspiracyjne naszego okręgu. Tam zgadywano nasze potrzeby, szyto bieliznę dla nas, pamiętano nawet o naszych imieninach, zapraszano na święta.
Zadania kobiet w konspiracji były różnorodne – od tak prozaicznych, jak dostarczanie pożywienia czy ubrań cywilnych, poprzez fałszywe dokumenty, wyszukiwanie mieszkań, po zadania wywiadowcze realizowane w mniejszym lub szerszym zakresie. Jedną z grup wywiadu, które działały na terenie Łodzi kierowała łódzka harcerka Bogusława Sierpińska (bratanica matematyka profesora Wacława Sierpińskiego) i współpracująca z nią od pierwszych dni okupacji Wanda Wiśniewska. Była jedną z mieszkanek domu przy ul. Legionów 24, w którym znalazła oparcie i dach nad głową po powrocie z Generalnego Gubernatorstwa, dokąd została wysiedlona w pierwszych tygodniach wojny. Obserwacja niemieckich wojsk i organizacji paramilitarnych w mieście, niemieckich obiektów wojskowych, zbieranie informacji na temat przemieszczeń i zmian ilościowych wojsk niemieckich – to były główne zadania tej grupy. Te znacznie trudniejsze, prowadzone na terenie całej Rzeszy, często powierzano także kobietom. Jedną z nich była Halina Kłąb (po wojnie Kłąb-Szwarc), która pracę w konspiracji zaczynała w Łodzi, m.in. z Bogusławą Sierpińską, koleżanką z czasów nauki w łódzkim gimnazjum Heleny Miklaszewskiej. W 1940 roku H. Kłąb rozpoczęła naukę języka niemieckiego i w krótkim czasie opanowała go w stopniu niemalże doskonałym. Ponadto, na rozkaz swych przełożonych przyjęła volkslistę, co miało znacznie ułatwić jej dalszą służbę. Będąc żołnierzem ZWZ-AK Okręgu Łódź została skierowana do pracy wywiadowczej na terenie Rzeszy. W czasie licznych podróży prowadziła obserwację obiektów wojskowych m.in. w Wiedniu, w Hamburgu, Berlinie i w Monachium. Potrzebne informacje na temat ruchu wojsk niemieckich zdobywała także w Archiwum Medycyny Wojskowej w Berlinie, w którym się zatrudniła.
Trudnym i niebezpiecznym zadaniem było przeprowadzanie zagrożonych osób przez tzw. zieloną granicę. Granica taka między Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem przebiegała blisko Łodzi, w okolicach stacji kolejowych Żakowice i Koluszki. To tu odbył się m.in. jeden z etapów operacji „Dorsze” prowadzonej na terenach okupowanej Polski. Celem jej było udzielanie pomocy jeńcom alianckim zbiegłym z niemieckich obozów. Kierunek przerzutu prowadził do krajów bałkańskich, następnie przez Turcję i dalej na zachód Europy. Realizowany był przez sieć kurierów w różnych miejscach. Gdy w maju 1941 roku do Łodzi miało przybyć trzech zbiegłych z poznańskiego stalagu brytyjskich oficerów, misję przeprowadzenia ich przez zieloną granicę powierzono łódzkiej aptekarce i żołnierzowi ZWZ-AK, Marii Jasińskiej. Akcja przerzutowa odbyła się bez problemu, a Brytyjczycy pokonując kolejne punkty kurierskie na swej trasie dotarli do Bułgarii i tam czekali na dalszą podróż. Jednak jeszcze przed przekroczeniem granicy z Generalnym Gubernatorstwem zachowywali się nieodpowiedzialnie i wbrew wszelkim zasadom konspiracji. Zwracali na siebie uwagę, m.in. rozmowami po angielsku w miejscach publicznych. Ich zachowanie rzucało się w oczy, co musiało się wcześniej czy później źle skończyć. Wraz z kurierką Olgą Kamińską-Prokop, która miała poprowadzić ich dalej, zostali zatrzymani w małej miejscowości przy granicy z Serbią. Gestapo wszczęło dochodzenie, a Brytyjczycy opowiedzieli kto i kiedy udzielił im pomocy. Maria Jasińska została aresztowana w Łodzi, w aptece „Pod Łabędziem” przy ul. Wólczańskiej, w której pracowała. W trakcie brutalnego śledztwa całą winę wzięła na siebie mimo, że w całą akcję zaangażowani byli także inni. Do końca pozostała nieugięta, ale także spokojna i opanowana. Przed sądem tłumaczyła, że jej czyn wynikał z serca dla ludzi cierpiących i nieszczęśliwych. Wśród Niemców prowadzących śledztwo zyskała opinię wyjątkowo twardej Polki.

Irytacja jej postawą musiała być znaczna, skoro do dnia dzisiejszego miejsce spoczynku skazanej na śmierć M. Jasińskiej, nie jest znane. Tak, jak z niemiecką dokładnością w dokumentach więzienia został odnotowany dzień jej przybycia do więzienia dla kobiet przy ul. Gdańskiej w Łodzi, tak równie starannie zostały ukryte wszelkie informacje dotyczące miejsc, gdzie została pochowana. O udziale Marii Jasińskiej w operacji „Dorsze” pamiętali natomiast Brytyjczycy. W 1945 roku Naczelne Dowództwo Brytyjskich Sił Powietrznych nadesłało na ręce rodziny pisemne wyrazy uznania i wdzięczności za pomoc udzieloną brytyjskim żołnierzom.
Wśród bojowniczek podziemia było też wiele kobiet narodowości niemieckiej. Urodzone i wychowane w Polsce pozostały wierne i lojalne w obliczu niemieckiej napaści. Należała do nich Waleria Kaiser, łódzka nauczycielka. To ona udzieliła pierwszych lekcji języka niemieckiego Halinie Kłąb, która następująco zapamiętała ten fakt: Zaledwie kilku początkowych lekcji udzieliła mi Wala Kaizer, nauczycielka łaciny w gimnazjum Czapczyńskiej, siostra mojej dawnej nauczycielki muzyki, p. Eli Kaizer -Tylkowej. Kupowałam codzienną gazetę i z pomocą słownika żmudnie przebijałam się przez teksty. Waleria uczyła na tajnych kompletach, współpracowała z wywiadem, m.in. prowadziła w swym mieszkaniu nasłuch radiowy.
Żołnierzem podziemia była także Maryla Kaiserbrecht, Niemka, córka łódzkiego fabrykanta Bruno Biedermanna. W pierwszych dniach wojny niosła pomoc polskim żołnierzom i mieszkańcom Łodzi. Później przystąpiła do Komitetu Niesienia Pomocy Polskim Więźniom Radogoszcza, hitlerowskiego więzienia położonego w północnej części miasta. By uniknąć obowiązku podpisania volkslisty, wyjechała z Łodzi. Dalszą działalność konspiracyjną prowadziła na terenie Radomia wraz z mężem Alfredem Kaiserbrechtem. Oboje byli zaangażowani głównie w akcję „N” – redagowali i tłumaczyli ulotki o treściach antyhitlerowskich skierowane do Niemców.
Łódzkie konspiratorki z szeregów Armii Krajowej połączyła walka z okupantem niemieckim i w tej sprawie narodowość nie miała znaczenia. Liczył się sprzeciw wobec Niemców oraz praca dla podziemia i dla ludzi potrzebujących pomocy. Mimo często prostych i zwykłych zadań kobiety płaciły równie wysoką cenę za swą służbę. Były to hitlerowskie więzienia, obozy koncentracyjne, także śmierć. Siostry Janina Żyźniewska i Wanda Goedel zmarły w Oświęcimiu. Więźniarkami tego samego obozu były siostry Wągrowskie. Wanda Wiśniewska przeszła przez obóz w Ravensbrück, w którym przeżyła pseudomedyczne eksperymenty. Bogusława Sierpińska zginęła w Powstaniu Warszawskim. Śmierć poniosła również w wyniku wyroku hitlerowskiego sądu wspomniana wcześniej Olga Kamińska-Prokop, kurierka operacji „Dorsze”. Maria Jasińska nie posiada miejsca, w którym można byłoby upamiętnić jej zasługi i ją samą. Mimo upływu tylu lat i wielu starań, nikt nie potrafi wskazać miejsca jej pochówku. Wojnę przeżyła Waleria Kaiser, Halina Kłąb i Maryla Kaiserbrecht. Los tej ostatniej okazał się szczególnie tragiczny. Po ucieczce z kolumny więźniarek ewakuowanych w styczniu 1945 roku z więzienia przy ul. Gdańskiej, na krótko powróciła do domu rodzinnego w Łodzi. W obliczu wkraczającej do miasta Armii Czerwonej została zastrzelona wraz z matką przez ojca, który również popełnił samobójstwo. Ich prochy spoczywają na łódzkim Starym Cmentarzu.
Nagrodą za ich walkę i dokonania były wysokie odznaczenia bojowe. Janina Żyźniewska, Maria Jasińska i Halina Kłąb zostały odznaczone Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari (dwie pierwsze pośmiertnie), Bogusława Sierpińska i Maria Jasińska – Krzyżem Walecznych, Wanda Goedel – Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.
Dokonania kobiet w czasie niemieckiej okupacji nie zawsze są zauważane i rzadko stanowią przedmiot badań historyków. Może nie były tak spektakularne, ale także wymagające odwagi, determinacji w każdej sytuacji i równie ważne. Kobiety w konspiracji były żołnierzami na równi z mężczyznami. O taki ich status walczyła jedyna cichociemna gen. Elżbieta Zawadzka. Po zakończonej wojnie doświadczały tych samych upokorzeń ze strony nowej władzy, co żołnierze podziemia – mężczyźni. Tylko nieliczne przeszły do historii. Zdecydowana większość to bezimienne bohaterki tamtych czasów, których nazwiska przeminęły.

 

Agnieszka Jędrzejewska

Przejdź do treści