Historianaprawde.pl

Tajemnica śmierci Alberta Förstera

Szacowany czas czytania: ...

28 lutego 1953 r. w więzienie na Mokotowie powieszono Alberta Förstera – człowieka, po którego rękach spłynęło w trakcie II wojny światowej wiele polskiej krwi. Do dziś jednak wokół jego śmierci jest wiele niedopowiedzeń.

Albert Főrster urodził się 26 lipca 1902 r. w Fürth. 24 października 1930 r. przybył do Gdańska z polecenia Adolfa Hitlera by objąć funkcję Gauleitera NSDAP w Wolnym Mieście Gdańsku. 23 sierpnia 1939 Albert Forster ogłosił się zwierzchnikiem Wolnego Miasta Gdańska. Walcząc o pełnię władzy wyeliminował Prezydenta Senatu Wolnego Miasta Gdańska Artura Greisera, który po 1 września 1939 roku został przeniesiony do Wielkopolski. Po dojściu w Niemczech do władzy w 1933 r. narodowych socjalistów z NSDAP nie pozostało to bez wpływu na Senat Wolnego Miasta Gdańska, który zaczął coraz bardziej ograniczać gwarantowane Polsce przez Ligę Narodów uprawnienia. Skutkiem tego było nasilenie antypolskich prowokacji, likwidacja opozycyjnych wobec NSDAP partii politycznych i represje wymierzone w gdańskich Żydów.

W 1938 władzę w Wolnym Mieście Gdańsku przejęła NSDAP, co nasiliło hitleryzację tego miasta. Otwarcie organizowano hitlerowskie bojówki paramilitarne (SA) i je szkolono. 23 sierpnia 1939 gdański Senat wydał dekret o mianowaniu A. Forstera „głową państwa” (Staatsoberhaupt), co stanowiło jawne pogwałcenie konstytucji WMG. Po wybuchu wojny Albert Forster otrzymał stanowisko namiestnika (Reichsstatthalter) Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie (Reichsgau Danzig-Westpreußen). 31 grudnia 1941 r. został awansowany na stopień SS-Obergruppenführera. W 1945 uciekł do Niemiec na pokładzie motorówki, obawiając się zemsty Polaków oraz Armii Czerwonej. Zatrzymany przez Anglików w Niemczech, w sierpniu 1946 wydany został Polsce.
Król Albert jak lubił być nazywany trafił do Warszawy ledwo dwa miesiące wcześniej. Nocą 31 sierpnia 1951 r. pod bramę więzienia przy ul. Kurkowej podjechał samochód marki Citroen, z którego wysiedli dwaj mężczyźni. Jeden z nich przedstawił się jako zastępca szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i zażądał wydania więźnia. Została po nim w depozycie złota obrączka, gotówka w kwocie 1 zł i 25 gr, oraz 123 książki i karton z notatkami i listami.

Do tej pory od momentu, gdy 29 kwietnia 1948 r. Albert Főrster usłyszał wyrok Najwyższego Trybunału Narodowego skazujący go na śmierć przebywał w jednoosobowej celi w gdańskim więzieniu. Pomimo rozpowszechnianych plotek nie miał wcale wielkich wygód. Pielęgniarka Janina Gerlach, która każdego dnia mierzyła skazańcowi ciśnienie tak go opisała po wojnie: Średniego wzrostu, szpakowaty, grzeczny, ani ładny ani brzydki. Po polsku mówił „dzień dobry” i jeszcze, że ma „krank serce”. Zabraniano nam dłużej z nim rozmawiać. Trzymano go w celi na którą składały się: dwa połączone ze sobą pomieszczenia. W jednym miał biurko i papier, na którym pisał. Jak skończył, przechodził do drugiego, gdzie spał. Nic ponad to. To oczywiście i tak luksusowe warunki porównując do Polaków przebywających w nazistowskich obozach koncentracyjnych do których trafiali również z polecenia Főrstera.
Jak każdy więzień miał prawo do spacerów i w tym przypadku jednak posiadał pewne przywileje. Janina Gerlach wspomina: Pokazywaliśmy go sobie, kiedy chodził po spacerniaku – wspomina po latach. – Miał przywileje: zwykli więźniowie wychodzili na spacery raz dziennie na krótko. A on dwa razy po pół godziny i jeszcze mu się wynosiło krzesło, jak się zmęczył, żeby mógł usiąść. 

Według Piotra Artwicha, jednego z naczelników WUBP w Gdańsku, Forster w trakcie swojej odsiadki w Gdańsku miał wielokrotnie wyjeżdżać do Rosji. Od swego rosyjskiego kolegi po fachu, Aleksieja Suchariewa, Artwich miał usłyszeć, że Főrstera z Gdańska przewieziono najpierw do Leningradu, a potem do Murmańska, stamtąd na Łubiankę do Moskwy. W trakcie przesłuchań badano jego wiedzę o siatce agenturalnej, którą można było wykorzystać na terenie Niemiec, oraz o gdańskich i pomorskich skarbach. Jednym z wątków były poszukiwania Bursztynowej komnaty.

Cytowana już tu Janina Gerlach zapamiętała również, że: były gauleiter dwa razy w tygodniu dostawał zagraniczne paczki. Były tam ciasta, czekolady, egzotyczne owoce, rzeczy u nas niespotykane. Mieliśmy obowiązek to pokroić, żeby sprawdzić, czy nie ma czegoś w środku. Paczki te przysyłało mu rodzeństwo, z którym bez przeszkód korespondował. Natomiast żona, która się zatrudniła jako sprzątaczka w jednym z zamożnych niemieckich domów, pisała, że tak mało zarabia, iż nie starczyłoby jej na opłaty celne i pocztowe… 
Pracownicy więzienia w trakcie swojej służby opowiadali sobie, że Főrster był z Józefem Stalinem po imieniu, jako że znali się jeszcze z 1939 r., kiedy to trwały prace i rozmowy nad podpisaniem układu Ribbentrop – Mołotow. Ci sami pracownicy jeszcze w latach 90-tych mieli się zarzekać, że widzieli byłego namiestnika Gdańska w kilka lat po jego domniemanej śmierci. Czy tak było naprawdę?
Faktem jest, że nie udało się do tej pory odnaleźć żadnych zdjęć z egzekucji Alberta Főrstera, ani jego zwłok. Inaczej sytuacja wygląda choćby w przypadku byłego namiestnika Kraju Warty Arthura Greisera, gdzie jest kilka zdjęć dokumentujących cały proces egzekucji przez powieszenie.
Dodatkowego smaku tej zagadce dodaje odnaleziony w Archiwum Akt Nowych i opublikowany w 2000 roku protokół z egzekucji. Jednakże nawet w tym przypadku są wątpliwości. Otóż w 1957 r. prokurator skierował pismo do naczelnika więzienia w Mokotowie z prośbą o przesłanie kopii protokołu z egzekucji, na co administracja więzienia odpowiedziała, że takowy protokół zwyczajnie nie istnieje.
To wszystko spowodowało, że do dziś istnieją przypuszczenia, iż egzekucja została sfingowana, a sam Albert Főrster dożył swoich dni w Moskwie, sprzedając swoim nowym mocodawcom wszystkie posiadane informacje.

Przejdź do treści