Historianaprawde.pl

Marzec 1968 – batalia o wolność słowa

Szacowany czas czytania: ...

Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom, A Prawdom kazać, by za drzwiami stały.Te słowa Norwida znalazły się jako cytat na tablicy upamiętniającej wydarzenia, jakie miały miejsce na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Spróbujmy je prześledzić, począwszy od zdjęcia z afiszu Teatru Narodowego „Dziadów” wyreżyserowanych przez Kazimierza Dejmka, z Gustawem Holoubkiem w roli Gustawa. Inscenizacja ta została uznana przez Wincentego Kraśkę, kierownika Wydziału Kultury Komitetu Centralnego PZPR za antyrosyjską, antyradziecką i religiancką (cokolwiek miałoby to oznaczać).

Ostatni spektakl w dniu 30 stycznia zgromadził tłumy. W jego trakcie publiczność spontanicznie reagowała, pojawiły się okrzyki: „Niepodległość bez cenzury!”, „Chcemy Dziadów!” oraz „Dejmek!, Dejmek!”. Po spektaklu zawiązał się pochód, który dotarł pod pomnik Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu. Interweniowała milicja, która zatrzymała trzydzieści pięć osób za „zakłócanie porządku publicznego”.
1 lutego studenci rozpoczęli zbieranie podpisów pod petycją do Sejmu, w której wyrazili protest przeciwko zakazowi wystawiania w Teatrze Narodowym „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka oraz, jak to określili „polityce odcinania się od postępowych tradycji narodu polskiego”. W niespełna dwa tygodnie w Warszawie petycję podpisało ponad 3 tysiące osób, zaś we Wrocławiu ponad tysiąc. Jednocześnie 29 lutego, na Nadzwyczajnym Walnym Zebraniu Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich z inicjatywy Andrzeja Kijowskiego podjęto rezolucję potępiającą politykę kulturalną, prowadzoną przez ekipę Władysława Gomułki. To wówczas, w trakcie burzliwej dyskusji pojawił się zwrot, mówiący o „skandalicznej dyktaturze ciemniaków w polskim życiu kulturalnym”.
Kolejnym etapem okazał się wywiad, jakiego Adam Michnik i Henryk Szlajfer – wówczas studenci Uniwersytetu Warszawskiego udzielili francuskiemu dziennikarzowi pracującemu dla „Le Monde”, mówiąc o wydarzeniach i domagając się zniesienia lub przynajmniej ograniczenia cenzury oraz większej autonomii dla nauki i szkół wyższych. Dalej przekaz ten powtórzyła Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa. Reakcję władz dało się przewidzieć. 4 marca 1968 r. decyzją ministra oświaty i szkolnictwa wyższego Henryka Jabłońskiego Michnik i Szlajfer zostali skreśleni z listy studentów Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego za udział w demonstracji i rozmowę z zagranicznymi dziennikarzami. W odpowiedzi, w obronie bezprawnie relegowanych, 8 marca 1968 na dziedzińcu UW zebrali się studenci i na wiecu domagali się wolności słowa. Przyjęto rezolucję, w której napisano: „Represjonowanie studentów, którzy protestowali przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia Dziadów w Teatrze Narodowym, stanowi jawne pogwałcenie art. 71 Konstytucji. Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji”. I znowu władze pokazały swą siłę – tego samego dnia na teren uniwersytetu wtargnęła Milicja Obywatelska, wspierana przez bojówki tzw. aktywu robotniczego. Wiec został spacyfikowany, jednak echo wydarzeń rozniosło się po kraju, zapoczątkowując ogólnopolską falę protestów młodzieży i studentów. Już dzień później podobne zgromadzenie odbyło się na Politechnice Warszawskiej, potępiając brutalną akcję milicji. W reakcji na kłamstwa powielane przez prasę młodzież publicznie paliła gazety. Spontaniczny pochód studentów w stronę redakcji „Życia Warszawy” również rozpędziła milicja. Kolejne dni przyniosły manifestacje w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi, Toruniu, Lublinie i Katowicach, które były również pacyfikowane przez milicję, wspieraną ochoczo oddziałami ORMO i dyspozycyjnym „aktywem robotniczym”. W obronie studentów interweniowali prof. Czesław Bobrowski i prof. Stanisław Herbst oraz pięciu członków Koła Poselskiego Znak, pytając o rząd o demokratyczne swobody obywatelskie i politykę kulturalną. Swój sprzeciw wyraziła także Konferencja Episkopatu Polski, wysyłając swój memoriał do premiera.
Władza komunistyczna zareagowała w typowy dla siebie sposób – rozwiązano sześć kierunków studiów, zaś z listy studentów skreślono trzydzieści cztery osoby. Po ponownym otwarciu siedemdziesięciu studentów nie uzyskało zgody na kontynuowanie nauki. Prasa przedstawiła te wydarzenia jako prowokację i syjonistyczny spisek. W zakładach pracy organizowano zebrania popierające rząd i potępiające protesty studenckie. Pojawiły się hasła: „Studenci do nauki, literaci do pióra!”, „Ukarać prowodyrów!”, „Syjoniści do Syjamu!” – cokolwiek to ostatnie miało znaczyć. Wydarzenia te zapoczątkowały kryzys polityczny i walkę frakcji wewnątrz PZPR, co wywołało antysemicką nagonkę i antyinteligencką propagandę. Ostatecznie zatrzymano ponad 2700 osób, w tym 359 studentów. Kilka tysięcy relegowano z uczelni bądź zawieszono w prawach studentów. Wielu spośród nich otrzymało powołania do odbycia służby wojskowej. To była cena patriotycznego zrywu, zapoczątkowanego dramatem wieszcza. Studenci też wyciągnęli wnioski. Dwa lata później, podczas strajku robotników pozostali w akademikach.

 

Krzysztof Wieczorek

Przejdź do treści