Rzeczpospolita, w swej wielowiekowej tradycji, wpisane ma niejako na stałe hasła takie jak tolerancja i równouprawnienie. W czasach, kiedy nie było to nie tylko standardem, a prześladowania były na porządku dziennym, także wpisane w prawodawstwo wielu krajów, Rzeczpospolita dawała schronienie dla przedstawicieli wielu narodów.
W szeregach armii Rzeczypospolitej, analogicznie, Nie dziwne zatem, że na przestrzeni stuleci, w szeregach armii Rzeczypospolitej służyli nie tylko Polacy, ale obywatele innych narodowości i wyznań. W sytuacjach zagrożenia wszyscy oni bronili kraju, który uważali za swoją ojczyznę.
Oczywiście nie oznacza to, że na przestrzeni owych wieków nie dochodziło do zachowań, jakie z punktu widzenia dzisiejszych standardów uznać można by za nieakceptowalne. Pojedyncze przypadki prześladowań ze względu na narodowość czy wiarę miały miejsce, nie były jednak pokłosiem polityki państwa, nie były też przez to państwo wspierane czy inicjowane – decydowały o tym oddolne czynniki ludzie. Zachowania takie, na ile było to możliwe w ówczesnych realiach, były przez państwo zwalczane i karane.
Biorąc pod uwagę powyższe, dziwi i szokuje, a czasem wręcz śmieszy, oskarżanie Polaków o powszechny antysemityzm. Z tego też względu warto poddać analizie rzekomy polski antysemityzm w oparciu o studium przypadku, a mianowicie codzienność służby wojskowej Żydów w Wojsku Polskim okresu II Rzeczypospolitej.
Państwa wielonarodowe mają swoje „plusy” i „minusy”. Do pierwszych zaliczyć można na pewno różnorodność w zakresie języka, religii, kultury i tradycji. Przenikanie się wszystkich nich wzajemnie powoduje z kolei stworzenie społeczeństwa zasadniczo otwartego i tolerancyjnego. Na to jednak potrzeba czasu, bardzo dużo czasu. To doświadczenie pokoleń buduje państwo i społeczeństwo tolerancyjne i tym Polska, na tle innych państw Europy, bardzo się wyróżnia.
Co warte podkreślenia, w państwach takich jak Polska, nie potrzeba było, w imię politycznej poprawności, nakazowego wprowadzania tolerancji. Zjawisko to bowiem jest częścią naszej kultury jako takiej. A jednak – dotykając tematu mniejszości żydowskiej w Polsce na przestrzeni dziejów, to w kontekście Polski i Polaków właśnie dużo mówi się o rzekomym polskim antysemityzmie będącym ponoć głęboko w Polakach zakorzenionym. Tu jednak pojawia się pytanie o to, czy i jak prowadzona jest polska polityka historyczna, w oparciu o którą można by mnożyć przekłady na obalenie tej tezy. Nikt nie próbuje oczywiście twierdzić, co już wcześniej zostało podkreślone, że zachowania niepożądane nie pojawiały się w tej materii w dziejach Polski. Rzecz jednak w tym, że stanowią one przypadki odosobnione, nie wynikały nigdy z powszechnego stosunku Polaków do mniejszości narodowych, a co więcej, były często ścigane i piętnowane przez władze.
Polityki historycznej niestety po 1989 roku w Polsce się nie prowadzi. Prowadzono taką przed II wojną światową, prowadzono i w PRL, pomijając już wydźwięk i główne hasła. Obecnie brak jest spójnego przekazu. Co więcej, milczymy o tym, czym można by się szczycić, a eksponujemy to, co choć zasługiwać może i na potępienie, ale nie było i nie jest domeną Polaków i stanowiło odosobnione działania. Dlatego właśnie, na różnych przykładach, warto pokazywać, że możemy się chwalić tym, jak funkcjonowało nasze państwo w kontekście różnorodności narodowej, językowej czy kulturowej. Nie zapominajmy bowiem, że w naszej przeszło już 1000-letniej historii, dopiero od 80 lat funkcjonujemy jako państwo niemal narodowe.
Celem niniejszego artykuł jest zilustrowanie tego, jak wyglądała codzienność służby Żydów w Wojsku Polskim na przykładzie kresowego garnizonu Stanisławów. Podstawę źródłową stanowią przede wszystkim materiały archiwalne, jak i opracowania naukowe, powstałe na przestrzeni lat. Artykuł ma także stanowić przyczynek do rozważań, jak za sprawą właśnie takich przykładów tolerancji państwowej i obywatelskiej można budować politykę historyczną z przekazem broniącym Rzeczpospolitą przed zarzutami antysemityzmu niemal państwowego.
Warto w tym miejscu, na początku całości rozważań, wyjaśnić pojęcia polityki historycznej i antysemityzmu, aby pozwolić lepiej zrozumieć, czemu służyć ma opisywanego przypadku w kontekście potencjalnego wykorzystania w kreowaniu polityki historycznej.
W dużym skrócie, pod pojęciem polityki historycznej rozumieć należy działania mające na celu kształtowanie świadomości historycznej połączone ze wzmocnieniem publicznego dyskursu o przeszłości. Współcześnie, bardzo często pojęcie to demonizuje się (często celowo), aby wywołać wokół niego sztuczne zamieszanie i negatywny odbiór. Zwalcza się tym samym próby działania w myśl zasady, że lepsza jakakolwiek polityka historyczna niż żadna, co w konsekwencji powoduje, że to inni, zgodnie ze swoimi partykularnymi interesami, kreują politykę historyczną Polski. Przykładów można by mnożyć – instytuty naukowe, fundacje, granty czy stypendia – z pozoru wspierające wolne badania naukowe, w rzeczywistości będące narzędziem w rękach państw trzecich, doskonale oddziałujące na kierunki badań historycznych, dyskurs oraz postrzeganie przeszłości.
Na tym tle zagadnienie rzekomego czy fałszywego antysemityzmu stało się wprost idealnym narzędziem do rozgrywania państw i narodów, które jednolitej polityki historycznej nie wypracowały. W powszechnym rozumieniu antysemityzm zamyka się w wyrażeniu niechęci lub wręcz wrogości wobec Żydów i osób pochodzenia żydowskiego. Prowadzi także do różnego rodzaju prześladowań i dyskryminacji ludności żydowskiej. Tyle teoria, bowiem w praktyce doszło do tego, że już samo wyrażenie choćby negatywnej opinii o Żydach (takiej samej, jaką można wyrazić z jakiegokolwiek powodu pod adresem innego narodu), jest postrzegane jako antysemityzm.
Istotę i powody takiej interpretacji jakiejkolwiek krytyki Żydów świetnie oddał w swej książce pt. Przedsiębiorstwo Holokaust1 amerykański historyk żydowskiego pochodzenia – Norman Finkelstein. Autor stawia w niej tezę, że dramat Holokaustu, jako zbrodni dokonanej w trakcie II wojny światowej, jest sztucznie wykorzystywany przez osoby i organizacje w celach politycznych oraz w walce o korzyści majątkowe. Jednym słowem mówiąc, najmniejszemu przejawowi krytyki działań Żydów czy ich państwa, można nadać cechy antysemityzmu, a stąd bardzo krótka droga do argumentowania, że krytykant niewiele różni się od zbrodniarzy, którzy dokonali Holokaustu. To oczywiście pewien skrót myślowy, ale oddaje dość dobrze mechanizm działania współczesnych oskarżeń o antysemityzm.
Jak wspomniano na wstępie, Polakom od lat przypisuje się cechy antysemickie. Każdy pojedynczy nawet przypadek sporu polsko-żydowskiego na przestrzeni dziejów, jakkolwiek wówczas pozbawiony często podłoża narodowego, wykorzystywany jest dziś do twierdzenia, że antysemityzm jest głęboko zakorzenioną cechą Polaków. Czy jednak to prawda i czy faktycznie Rzeczpospolita od zarania dziejów była państwem antysemickim czy w ogóle ksenofobicznym?
Na poziomie prawodawczym państwo polskie nigdy nie dyskryminowało przedstawicieli żadnych narodowości czy religii. Warto w tym miejscu dodać, że na przestrzeni wieków obywateli kategoryzowano przez pryzmat wyznania – pojęcie narodowości było bowiem dla niewykształconych mas niezrozumiałe. Nawet jeśli dochodziło do sporów, którym dziś próbuje się przypisać podłoże narodowościowe czy religijne, to w rzeczywistości ich korzenie brały się z indywidualnych ambicji politycznych, sporów ekonomicznych czy zwykłej ludzkiej zawiści.
Warto jeszcze i o tym pamiętać, że żyjąc w państwie narodowym próbujemy często trochę na siłę ludzi dzielić i w każdym przypadku sporu doszukiwać się podłoża, jakiego wówczas nie było. Popełniamy błąd polegający na tym, że przez pryzmat czasów współczesnych próbujemy analizować i oceniać przeszłość, zapominając o ówczesnych specyfice i realiach. Ambicje polityczne czy spory gospodarcze owszem – dzieliły – ale często nie podług narodowości czy religii, a ze względu na pogląd na daną sprawę, interes ekonomiczny itp. Mówiąc wprost, do wybuchu II wojny światowej, dla przeciętnego obywatela Rzeczypospolitej nie robiło większej różnicy to, kto jakim językiem się posługiwał czy do jakiej świątyni chodził, ponieważ – szczególnie na Kresach Wschodnich – różnorodność była tak głęboko zakorzenioną normą, iż nikt nie zwracał w ogóle na to uwagi.
W rozumieniu formalnoprawnym II Rzeczpospolita zarówno w konstytucji z 17 marca 1921 roku1, jak i tej z 23 kwietnia 1935 roku , gwarantowała wszystkim obywatelom równe prawa. Warto dodać, że władze II Rzeczypospolitej aktywnie działały także na rzecz zniesienia wszelkich ograniczeń wobec Żydów, wynikających jeszcze z ustawodawstwa państw zaborczych. Zwieńczeniem tych działań było uchwalenie w marcu 1931 roku stosownej ustawy, która ostatecznie i definitywnie uchylała te akty prawne odziedziczone po państwach zaborczych, które zawierały zapisy dyskryminacyjne.
Zgodnie zatem z podstawowymi aktami prawnymi, wszyscy obywatele Rzeczypospolitej w okresie międzywojennym mieli takie same prawa i takie same obowiązki. Jak wspominano, Polska nie była zupełnie wolna od ruchów i ugrupowań, których działanie wymierzone było w przedstawicieli poszczególnych narodowości. Nie zyskały jednak one nigdy szerszego poparcia społecznego, ani tym bardziej poparcia ze strony władz państwowych. Uwzględniając jeszcze realia tamtych czasów i nastroje, także antyżydowskie, w całej Europie, to co działo się w Polsce, nie wypełnia kryteriów antysemityzmu o charakterze ogólnopaństwowym.
Jak wspomniano, Żydzi, jako obywatele polscy, mieli obok praw, także i obowiązki. Jedynym z nich był obowiązek powszechnej służby wojskowej. Regulowały to przez większą część okresu międzywojennego przepisy ustawy z 23 maja 1924 roku o powszechnym obowiązku służby wojskowej oraz, w ostatnim roku pokoju, ustawa z 9 kwietnia 1938 roku o powszechnym obowiązku wojskowym. Także zapisy wspominanej już konstytucji marcowej w art. 91 stanowiły, że wszyscy obywatele są obowiązani do służby wojskowej. O ile zatem w latach 1914–1918, jak i 1918–1921 armia polska miała charakter narodowy (służyli w niej jedynie Polacy, zaś przedstawiciele innych narodów ochotniczo), po 1921 roku stała się ona armią państwową. Wszystko to wymagało odpowiedniej organizacji i zasad służby wojskowej.
Władze wojskowe, zdając sobie sprawę z faktu, iż we wschodnich województwach Polski przedstawiciele mniejszości stanowili często de facto większość mieszkańców (choć nie dotyczyło to jako tako Żydów – ci stanowili znaczne odsetki, ale mieszkańców miast), wypracowały mechanizm w myśl którego pomiędzy okręgami korpusów dochodziło do wymiany poborowych wszystkich narodowości, celem zachowania odpowiednich proporcji w zakresie liczebności mniejszości narodowych w oddziałach wojskowych4.
Tym sposobem chciano uniknąć sytuacji w której liczebność żołnierzy narodowości innej niż polska przewyższyłby liczbę Polaków. Wpływ miały na to tylko i wyłącznie względy bezpieczeństwa, a chodziło głównie o przemieszanie przedstawicieli mniejszości ukraińskiej i niemieckiej, w stosunku do której obawiano się najbardziej niesubordynacji i nielojalności. Co by nie było, w poszczególnych oddziałach Wojska Polskiego, na przestrzeni całego okresu międzywojennego, swą codzienną służbę wojskową realizowali obywatele narodowości żydowskiej i fakt ten uwzględniano na każdym kroku codziennej służby. Dotyczyło to głównie piechoty, bo w zdecydowanej większości, to w szeregi tego rodzaju wojsk kierowano obywateli narodowości innych, niż polska. W przypadku Żydów warto dodać, iż wielu z nich będąc lekarzami, czy generalnie absolwentami studiów medycznych lub farmaceutycznych, było powoływanych do służby medycznej, stanowiąc w służbie sanitarnej średnio około 8% stanu osobowego.
Społeczność żydowska, zgodnie z wynikami spisów powszechnych w II RP przeprowadzonych w 1921 i 1931 roku, stanowiła około 8–9% ogółu obywateli. Zachowane dane dotyczące odsetków przedstawicieli mniejszości narodowych odbywających służbę wojskową w szeregach Wojska Polskiego wskazują, że kontyngent żołnierski narodowości żydowskiej wynosił rocznie w granicach 4–6,5% (przykładowo w 1922 roku – 4,76%, 1925 – 4,3%, 1930 – 3,31%, 1936 – 5,95%, 1938 – 6,08%). Pozwala to twierdzić, że przeciętnie co drugi obywatel polski narodowości żydowskiej trafił wówczas do wojska. Pozostali służby tej unikali lub byli ze spełnienia tego obowiązku z różnych względów zwalniani.
Obowiązek służby wojskowej na Małopolskę Wschodnią rozciągnięty został za sprawą decyzji Rady Ministrów z 21 listopada 1922 roku. Oznaczało to, iż do jednostek wojskowych dyslokowanych na tym terenie od 1923 roku wcielani byli także przedstawiciele mniejszości narodowych. Zachowane dane ilustrujące udział procentowy odbywających służbę wojskową Żydów w stosunku do innych narodowości pozwalają stwierdzić, że były one podobne do ujęcia przedstawionego wcześniej, dla całego kraju. Przykładowo w 1931 roku, na ogół wcielonych wiosną do oddziałów dyslokowanych na terenie Okręgu Korpusu VI „Lwów” trafiło 10 056 poborowych, z czego Polacy stanowili 7440 (74%), Ukraińcy 2081 (20,7%), Żydzi 467 (4,6%), natomiast Niemcy 68 (0,7%).
Od samego początku wojsko starało się wychodzić naprzeciw potrzebom duchowym i kulturowym żołnierzy poszczególnych narodowości (a z czasem także mieszkańców miast, w których dane jednostki były skoszarowane). Nie inaczej było w przypadku Żydów. Służyć temu miała między innymi służba duszpasterska Wojska Polskiego, którą dla wyznań katolickich powołano do życia 18 listopada 1921 roku, dla wyznań niekatolickich zaś – 24 maja 1922 roku. Personel do pełnienia wspomnianej służby pełnili rabini wojskowi i pomocniczy (cywilni) oraz personel szeregowy i cywilny. Organami kierującymi działalnością służby duszpasterskiej wyznania mojżeszowego był naczelny Rabin Wojska Polskiego, przez podległych rabinów okręgów korpusów, pozostali rabini stanowili zaś funkcje wykonawcze.
Dywizje, brygady i garnizony, w których znajdowało się ponad 1500 wojskowych wyznania mojżeszowego i szpitale na ponad 250 łóżek, miały osobnego rabina wojskowego. W sprawach wojskowych i administracyjnych rabini ci podlegali dowódcom odnośnych garnizonów, formacji i szpitali, z kolei w sprawach duszpasterstwa – rabinowi odnośnego okręgu korpusu. Każdy rabin dywizji, brygady, garnizonu lub szpitala, miał wyznaczoną przez rabina okręgu korpusu pieczę duchowną również nad sąsiednimi garnizonami, oddziałami, instytucjami, nie posiadającymi własnych rabinów, którą wykonywał przy współudziale rabinów cywilnych. W garnizonach, oddziałach i szpitalach, które nie posiadały osobnego rabina wojskowego, pomocniczą służbę duszpasterską pełnili rabini cywilni, wyznaczeni przez szefa urzędu duszpasterskiego wyznania mojżeszowego okręgu korpusu i zatwierdzeni przez Ministerstwo Spraw Wojskowych. W latach 30-tych opiekę duszpasterską nad żołnierzami wyznania mojżeszowego z garnizonu stanisławowskiego sprawował rabin dr Chaim Bertisch.
Stanisławów w okresie międzywojennym był siedzibą władz wojewódzkich i powiatowych. W 1939 roku zamieszkiwany był przez ponad 70 tys. mieszkańców, będąc miastem polsko-żydowskim (dla każdej narodowości ok. 43% z ogólnej liczby populacji), a także w 10% przez Ukraińców (oraz nieliczną mniejszość niemiecką i innych). Był także ważnym garnizonem Wojska Polskiego, bowiem dyslokowane były tu dowództwa 11. Dywizji Piechoty (od 1937 roku posiadającej dodatkowo wyróżnik Karpacka), 6. Samodzielnej Brygady Kawalerii (w Stanisławowie od 1924 roku, od 1937 roku pod nazwą Podolska Brygada Kawalerii) i Karpackiej Półbrygady Obrony Narodowej (od 1937 roku). Stacjonowały tu na stałe 48. Pułk Piechoty Strzelców Kresowych, 6. Pułk Ułanów Kaniowskich, 11. Karpacki Pułk Artylerii Lekkiej (bez I dywizjonu), 6. Dywizjon Artylerii Konnej (od 1924 roku), 6. Szwadron Pionierów oraz Pluton Żandarmerii „Stanisławów”. Jak zatem można obliczyć na podstawie etatów dla poszczególnych rodzajów wojsk, w mieście na stałe skoszarowanych było około 5000 żołnierzy.
To, jak wyglądała codzienność służbowa żołnierzy odbywających służbę w jednostkach stanisławowskich, dość dobrze oddają rozkazy dowództwa garnizonu, które wprost regulowały żołnierską codzienność. W tej materii, warto zwrócić uwagę szczególnie na te z nich, które podejmują zagadnienia życia religijnego mniejszości narodowych, bowiem na tej płaszczyźnie dostrzec można znaczący stopień tolerancji religijnej, jaki panował w armii. W ten także sposób, bo każdej narodowości poświęcano bardzo często odrębne punkty rozkazów, można określić, jaką politykę wobec mniejszości prowadziła armia.
Po zakończeniu procesu przechodzenia armii na organizację pokojową i przydzieleniu stałych miejsc dyslokacji 1921 roku, poszczególne oddziały przystąpiły do adaptacji i remontów przypisanych sobie obiektów oraz wcielania i szkolenia kolejnych roczników poborowych. Nie było to łatwe szczególnie w pierwszej połowie lat 20-tych – oddziedziczona po zaborcach infrastruktura była często w fatalnym stanie, pojedyncze nowe obiekty były dopiero w budowie, a budżety oddziałów nie wystarczały na więcej niż realizacja codziennych zadań.
Stosunek armii do żołnierzy wyznania mojżeszowego oddaje najlepiej kwestia świąt żydowskich i tego, jak postanowiono zagadnienie to rozwiązywać. W przypadku tych uroczystości, przedstawiciele dowództw oddziałów lub pododdziałów wojskowych, na czele żołnierzy tego wyznania mieli brać udział w nich udział. W ten sposób wojsko obecne było w przypadającym na wiosnę Święcie Wielkanocnym (Purim), jesiennym święcie Nowego Roku, zwanego także Świętem Trąbek (Rosz Haszana), Dniem Pojednania (Jom-Hakkipurim) czy dwudniowym Święcie Szałasów (Sukkot). Całość oczywiście organizowano w stałej porozumieniu i współpracy z rabinami pełniącymi posługę duszpasterską wśród żołnierzy. Na przykładzie garnizonu stanisławowskiego widać to bardzo dobrze.
Już w 1920 roku, kiedy odsetek żołnierzy Żydów w Wojsku Polskim na Kresach nie był duży, a służbę pełnili jedynie ochotnicy, zwracano uwagę, aby z racji przypadających na 3–4 i 8–9 kwietnia świąt żydowskich, wszyscy żołnierze tego wyznania zwolnieni byli z obowiązków służbowych. Dodatkowo informowano, że w porozumieniu z władzami wojskowymi stanisławowska gmina izraelicka dostarczyć miała posiłki rytualne (także dla aresztantów).
W 1922 roku z kolei, kiedy służba Żydów w wojsku nabierała już charakteru powszechnego, przypominano dowódcom oddziałów, aby z okazji Purim w poszczególne dni umożliwić żołnierzom wyznania mojżeszowego udział w uroczystościach w miejscowej synagodze. Żołnierze udawać się mieli tam w szyku zwartym, pod dowództwem oficerów.
Od zachodu słońca dnia 1 czerwca do zachodu słońca w dniu 3 czerwca tego samego roku, żołnierzy wyznania mojżeszowego zwolniono także od wszelkich prac ciężkich oraz od zajęć ze względu na przypadające w te dni Zielone Święta. Zobligowano również dowódców do wydania żołnierzom stosownych przepustek umożliwiających im wyjście poza obręb koszar, celem udania się do synagogi. Sygnalizowano także, że o ile istnieją ku temu przesłanki i możliwości, aby żołnierzom tym udzielić urlopu z jednoczesnym prawem do otrzymania strawnego, czyli kwot pieniężnych wypłacanych na pokrycie kosztów wyżywienia. Zwracano bowiem uwagę, że w okresie tym żołnierze zobligowani są do przestrzegania określonych restrykcji żywieniowych.
W 1923 roku na poziomie Ministerstwa Spraw Wojskowych unormowano zagadnienie praktyki religijnych żołnierzy wyznań mojżeszowego i mahometańskiego. Zgodnie z wydanym wówczas rozkazem, mieli oni prawo rano i wieczorem do zebrania się we wskazanej na ten cel sali, aby odbyć tam modlitwy. Co więcej, w każdej jednostce wojskowej miały być wywieszane porządki nabożeństw oraz informacje o świętach państwowych i religijnych dla poszczególnych wyznań. Żołnierze wyznania mojżeszowego mogli także odbywać szabat, który zaczynał się w piątek przed zachodem słońca i kończył o tej samej porze, następnego dnia.
Kwestia udziału żołnierzy wyznania mojżeszowego w świętach powiązanych z nimi obrzędach oraz nabożeństwach była właściwie przez cały okres międzywojenny regulowana rozkazodawstwem. Każdorazowo wskazywano w jakich godzinach, w jakie dni (także w przypadku kolejnych piątków) żołnierze Żydzi udawać się będą do synagogi, jak będzie wyglądała wówczas organizacja ich dnia służbowego, jakie i gdzie będą spożywać posiłki.
Zachowane dokumenty wskazują, że współpraca wojska z żydowską gminą wyznaniową w Stanisławowie układała się dobrze, a z biegiem lat całość tej kooperacji przybrało charakter schematu. Przykładowo podczas mojżeszowych Świąt Wielkanocnych, gmina prowadziła corocznie kuchnię rytualną dla żołnierzy w specjalnie na ten cel wyznaczonym budynku. Z okazji innych świąt przede wszystkim zwracano uwagę na takie zorganizowanie zajęć służbowych żołnierzom, aby mogli oni brać udział w uroczystościach religijnych. Dowódcy poszczególnych oddziałów mieli za zadanie przygotować zawczasu listy żołnierzy wyznania mojżeszowego na podstawie których dla każdego żołnierza przygotowano odpowiednią legitymację oraz kartki żywnościowe uprawniające do korzystania z kuchni (jeśli takowa była przewidziana). Za czas żywienia poza koszarami, żołnierzom przysługiwała wypłata strawnego. Wszystkim żołnierzom (także więźniom i aresztantom) przysługiwały urlopy lub przepustki świąteczne.
Także zaprzysiężenie rekrutów kolejnych roczników było organizowane w taki sposób, aby uwzględnić duchowe potrzeby Żydów. Przysięga składana 26 marca 1922 roku została tak zorganizowana, aby przysięgi składane przez rekrutów odbierane były przez przedstawicieli poszczególnych wyznań, w obecności dowódców oraz wszystkich oficerów danego pułku. Rok później, ceremonię tę postanowiono zorganizować w jeszcze bardziej podniosły sposób. Na miejsce składania przysięgi wybrano jeden z największych placów w mieście – pomiędzy rzymskokatolickim kościołem parafialnym, a cerkwią grecko-katolicką. Żołnierzy zawczasu podzielono pod względem wyznań, odpowiednio ustawiwszy pododdziały na placu. Żandarmeria Wojskowa wespół z Policją Państwową zabezpieczała porządek, aby zgromadzeni mieszkańcy miasta nie zakłócili uroczystości.
Tak stworzony scenariusz przysiąg składanych rokrocznie stał się właściwie normą w mieście na następne lata. Potwierdzają to kolejne przykładowe wytyczne wynikające z rozkazów, gdzie opisana jest organizacja uroczystości związanych ze składaniem przysięgi przez rekrutów kolejnych roczników, uwzględniająca poszczególne wyznania, w tym wyznanie mojżeszowe. Niemal zawsze w tym ważnym dla żołnierzy wydarzeniu udział brali przedstawiciele duchowieństwa poszczególnych wyznań, a więc także rabin.
Z biegiem lat i rozwoju współpracy wojska z duszpasterzami poszczególnych wyznań, wypracowano także mechanizm, w myśl którego rzeczeni mieli dbać o moralno-etyczny stan korpusu żołnierskiego. W przypadku żołnierzy Żydów odbywających służbę w Stanisławowie, spotkania takie organizowano w świetlicy żołnierskiej 48. Pułku Piechoty, gdzie miejscowy rabin organizował specjalnie w tym celu przygotowane pogadanki. Na czas spotkania wszyscy żołnierze wyznania mojżeszowego (z wszystkich oddziałów i zakładów wojskowych), byli zwalniani z obowiązków służbowych, aby móc w nich uczestniczyć.
Zaprezentowane powyżej przykłady zostały wybrane losowo, bo było ich o wiele więcej. Analizowane rozkazodawstwo pełne jest normatywów odnoszących się nie tylko do żołnierzy wszystkich wyznań, których przedstawiciele odbywali służbę w szeregach Wojska Polskiego. Można zatem z cała stanowczością stwierdzić, że świadomość zróżnicowania wyznaniowego żołnierzy powodowała, iż starano się aby każdy żołnierz-obywatel, wypełniając swój obowiązek wobec państwa, mógł nie tylko realizować podstawowe praktyki religijne, ale także żyć w zgodzie z zasadami narzucanymi przez swoją wiarę. Przykłady zawieszania na czas świąt kar dla aresztowanych za różne przewinienia stanowią tylko dodatkowy dowód na to, że do zagadnienia religii wśród żołnierzy przywiązywano duże znaczenie.
Warto również dodać, że wojsko z biegiem lat włączyło się w życie lokalnej społeczności, bez względu na jej narodowość czy wyznanie. Starano się brać udział w kluczowych wydarzeniach religijnych wysyłając delegacje żołnierskie na różne uroczystości. Kiedy udzielano wsparcia w sytuacjach zagrożenia utraty życia i mienia, nie kierowano się kryteriami narodowościowymi, językowymi czy religijnymi. Kiedy pomagano bezdomnym, bezrobotnym czy sierotom, organizując charytatywne koncerty czy rozdając posiłki, tudzież opiekując się wiejskimi szkołami, również nie zwracano uwagi na wspomniane czynniki.
Zapewne i powyższe spowodowało, że kiedy pod koniec lat 30-tych sytuacja geopolityczna stawała się dla Polski trudna, armia w procesie dozbrajania mogła liczyć na wsparcie obywateli. Żydzi również, solidarnie z innymi mieszkańcami, ją wspierali. Przykładem tego może być fakt, że w 1938 roku stanisławowski oddział Związku Żydów Uczestników Walk o Niepodległość Polski przekazał 20 listopada ufundowany przez żydowską społeczność Stanisławowa oraz firmę Lieberman dwa ciężkie karabiny maszynowe. Wśród ofiarodawców z pewnością wielu było takich, którzy służbę w Wojsku Polskim mieli za sobą. Musieli zatem w większości mieć raczej pozytywne odczucia, a z pewnością identyfikować się z państwem i armią, skoro przyłączali się do tego typu inicjatyw dobrowolnie.
II Rzeczpospolita na pewno nie była państwem wolnym od zachowań czy haseł antysemickich i narodowych jako takich. Państwo nigdy jednak polityki skierowanej przeciw jakiejś narodowości nie prowadziło, jeśli przedstawiciele tej narodowości zachowywali w stosunku do państwa postawę lojalną i nie łamali swym działaniem prawa. Popełniając zaś przestępstwa, sądzeni byli według tych samych przepisów, bowiem żaden kodeks nie różnicował obywateli ze względu na język czy wyznanie.
Zaprezentowane przykłady są dowodem na to, że Państwo Polskie w swej historii i okresie, kiedy zamieszkiwane było przez przedstawicieli mniejszości narodowych, w tym Żydów, nie prowadziło nigdy polityki wymierzonej w jakąkolwiek społeczność. W analizowanym przypadku widać, że w wojsku starano się ze wszech miar przestrzegać zapisów konstytucji i innych aktów prawa dążąc do tego, aby także Żydzi mogli w perspektywie czasu uznawać Wojsko Polskie za swoje własne, za armię, z którą się identyfikują, a więc w której służba nie wiązała się z segregacją czy traktowaniem jako żołnierzy gorszej kategorii.
Z pewnością także powyższe przykłady świadczą o tym, że państwo prawnie chroniło wszystkich jednakowo, gwarantując wszystkim także tożsame prawa. Antysemizm, czy w ogóle hasła narodowe, występowały w społeczeństwie, ale nie zyskały powszechnego uznania. W wojsku natomiast działalność czy agitacja polityczna były zakazane i zwalczane. Polacy na tle innych narodów Europy, w chwili największej próby, jaką była II wojna światowa, wykazali się największym zrozumieniem sytuacji w której znaleźli się prześladowani i mordowani Żydzi. Wszystko to dlatego, że od wieków nie traktowali ich jak obcych, a hasła tolerancji były wpisane w wychowanie większości od pokoleń. Aktywna działalność Wojska Polskiego na tej płaszczyźnie na pewno przyczyniła się także do ugruntowania w większości poglądów opartych na szacunku i tolerancji, bowiem 2 lata wspólnej służby i odpowiedzialności za siebie nawzajem, z pewnością także zwykłych ludzi do siebie zbliżały.
Na zakończenie warto podkreślić, że to właśnie na terenach okupowanych II rzeczypospolitej zorganizowano dla Żydów pomoc na największą skalę. Była to zarówno pomoc instytucjonalna, jak i wynikająca z ludzkich odruchów innych obywateli. Za pomoc taką, czy było to ukrywanie, czy tylko wsparcie okolicznościowe groziła jednak taka sama kara – śmierć. To także Polacy od początku ustanowienia w 1963 roku odznaczenia, stanowią najliczniejszą grupę wyróżnionych tytułem „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” – jest ich bowiem zgodnie ze stanem na dzień 1 stycznia 2023 roku.
Wielu zagranicznych historyków wskazuje, że zaangażowanie społeczeństwa polskiego w pomoc Żydom było zdecydowanie większe, niż wskazują na to zachowane dokumenty. Pomagały przecież nie tylko pojedyncze osoby, ale często całe rodziny i wioski, część ruchu oporu oraz specjalnie stworzone do tego celu organizacje, jak choćby Rada Pomocy Żydom „Żegota”. Szacują oni, że prawdopodobnie około 100 tysięcy Polaków zasłużyła swoją bezpośrednią pomocą na wyróżnienie wspomnianym już tytułem. Prawdopodobnie także około 1 miliona Polaków zaangażowana była, w najprzeróżniejszy sposób, w pomoc Żydom. Historycy zagraniczni podkreślają także, że ci, którzy nie pomagali w jakikolwiek sposób czynnie, w przeważającej mierze zachowali stanowisko neutralne i nie pomagali okupantom.
Całość powyższych faktów zdecydowanie przeczy twierdzeniom, że Polacy są narodem o usposobieniu antysemickim. Przykładów tolerancji w Polsce na przestrzeni wieków jest sporo i zdecydowanie dominują one nad przypadkami jej braku. Sprawdzian, jaki przyszło zdać ludności polskiej w trakcie II wojny światowej w tej kwestii aż nadto świadczy o tym, iż nie-Polak nie był wcale obywatelem drugiej kategorii. Zostaje zatem jedynie problem niewłaściwie prowadzonej przez Państwo Polskie polityki historycznej, skoro informacje o rzekomym antysemityzm Polaków dominują w światowym dyskursie, brak jest natomiast powszechnej wiedzy o rzeczywistym stosunku Polaków do Żydów na przestrzeni wieków, jak również o roli jaką odegrali właśnie Polacy w ratowaniu swoich sąsiadów – Żydów.
dr hab. Adam Ostanek, prof. WAT
Tekst został opublikowany pierwotnie w tomie pt. Polska polityka historyczna wobec antysemityzmu wyd. Instytut Studiów nad Polityką Historyczną im. Mariana Rejewskiego, Bydgoszcz 2025.
