Iron Cross to angielska nazwa Krzyża Żelaznego, bodaj najbardziej znanego hitlerowskiego odznaczenia wojskowego, które jednak swój początek miało już na przełomie XIX i XX wieku w Królestwie Prus i Cesarstwie Niemieckim, zaś ustanowił je król pruski Fryderyk Wilhelm III już 17 marca 1813 r. podczas wojen napoleońskich. W 1939 r. Adolf Hitler przywrócił Krzyż Żelazny jako odznaczenie niemieckie. Niewiele osób jednak wie, że tak nazwano również tajną, niestety niezrealizowaną operację amerykańskiego wywiadu. Operacja „Żelazny Krzyż” miała zostać przeprowadzona przez Biuro Służb Strategicznych. Jej ideą było opanowanie od środka przez specjalnie wyszkolone grupy sabotażowe złożone z Niemców tzw. „reduty alpejskiej” – ostatniej awaryjnej kwatery Hitlera w Alpach, a następnie pojmanie samego Führera, by przyspieszyć zakończenie wojny.
Skąd ten pomysł? We wrześniu 1944 wywiad amerykański zdobył informacje jakoby Niemcy wierni Hitlerowi, chcąc obronić się przed nacierającym aliantami zamierzają ufortyfikować się w tzw. twierdzy alpejskiej, nazywanej „Redutą Narodową”. Miała ona znajdować się w Salzkammergut – niedostępnej, górzystej części północnej Austrii. Ta wizja była nie do przyjęcia przez naczelnego dowódcę alianckich wojsk ekspedycyjnych w Europie gen. Dwighta Eisenhowera. Wywiad donosił, że są tam wielkie składy broni, amunicji, paliwa oraz górskie forty, skąd hitlerowcy mogliby kierować działaniami partyzanckimi wiernych sobie formacji SS. To była zła wiadomość. Jeśli Niemcom udałoby się zrealizować ów plan, to kończąca się powoli wojna mogłaby potrwać jeszcze kolejne dwa lata, zaś rozbicie owej Reduty mogłoby okazać się niezwykle trudne i pochłonęłoby bardzo wiele ofiar.
Operacja „Żelazny Krzyż” była planem zdobycia tej twierdzy przez specjalnie wyszkolone oddziały utworzone z antyfaszystowskich Niemców oraz niemieckich jeńców wojennych. Chętnych rekrutowano z spośród niemieckich antynazistów internowanych we Francji. Byli wśród nich głównie więźniowie polityczni, osoby poszukiwane przez gestapo, a także członkowie francuskiego ruchu oporu i weterani hiszpańskiej wojny domowej. Dowództwo grupy objął kapitan Aaron Bank. Amerykanie planowali przeszkolić ich i zrzucić w niemęckich mundurach w okolicach rzeki Inn, między Kufstein a Innsbruckiem. Tam mieli sparaliżować działanie kluczowej infrastruktury, zachęcać żołnierzy do dezercji i w miarę możliwości zorganizować akcję porwania ważnych hitlerowskich przywódców. Do przeprowadzenia akcji, po intensywnym szkoleniu wytypowano sto osób przeszkolonych w metodach walki partyzanckiej. Mieli działać w mundurach niemieckich strzelców górskich. W połowie kwietnia 1945 r. szef OSS, generał major William J. Donovan zdecydował, że głównym celem ma być pojmanie Adolfa Hitlera.
3 kwietnia Amerykanom udało się uzyskać informację pochodząca z kwatery głównej w Berlinie, że Hitler obecnie tam przebywa i każdej nocy o 22.00 zwołuje konferencję wyższych oficerów, zaś jego alternatywna konspiracyjna kwatera mieści się w Ohrdruf w Turyngii, a nie w Obersalzbergu. Hitler miał przenieść się tam w marcu, jednak ostatecznie postanowił pozostać w Berlinie. W tej sytuacji plany uległy zmianie. Start operacji zaplanowany z Dijon był sześciokrotnie opóźniany, każdorazowo o jeden dzień z powodu niesprzyjającej pogody, a następnie odwoływany. Berlin okazał się jednak celem nierealnym. W połowie kwietnia 1945 roku zmieniono główny cel misji. Postanowiono, że jednostka Iron Cross skupi się na wyłapywaniu nazistów próbujących przedostać się z Niemiec do Reduty. Głównym celem pozostawał Hitler, Goebbels i Göring. Chciano ich żywych postawić przed sądem. Liczono, że zakończy się sukcesem. Zespół kapitana Banka przez sześć dni w pełnej gotowości czekał na lotnisku w Dijon, jednak ostatecznie otrzymał sygnał, że akcję odwołano. Dowództwo uznało, że z uwagi na szybkie postępy wojsk alianckich nie ma sensy narażać życia żołnierzy, choć jest to jedynie wersja oficjalna. Trudno powiedzieć jakie były rzeczywiste motywy takiej decyzji. Powstał jednak problem co przekazać wyszkolonym Niemcom, skoro oddział należy rozwiązać, a oni sami powinni znów trafić do obozów internowania.
I na koniec najważniejsze. Otóż okazało się, że osławiona Reduta narodowa nigdy nie istniała. Okazała się plotką. Sami Niemcy dowiedzieli się o niej z przechwyconych meldunków. Hitler postanowił ją wykorzystać i powierzył to zadanie mistrzowi propagandy Josephowi Goebbelsowi, który poprzez przedstawicieli prasy państw neutralnych puścił plotkę, że Niemcy przygotowują w Alpach górską fortecę. Udało się zwieść nawet generała Eisenhowera, który 11 kwietnia 1945 roku, będąc zaledwie 100 km od Berlina zostawił jego zdobycie Armii Radzieckiej, a sam ruszył w kierunku nieistniejącej twierdzy, nie napotykając na drodze prawie żadnego oporu…
Ostatecznie Aaron Bank okazał się ojcem „Zielonych Beretów”. Po wojnie kontynuował karierę w wywiadzie i działaniach specjalnych, w 1952 roku został wybrany na dowódcę pierwszej jednostki sił specjalnych – 10 Grupy Sił Specjalnych, w Fort Bragg w Północnej Karolinie. Przeszedł na emeryturę w 1958 roku w stopniu pułkownika.
Krzysztof Wieczorek
