Historianaprawde.pl

Lud Polski – zwyczaje i zabobony [RFAGMENTY]

Szacowany czas czytania: ...

Trzy rodzaje chłopów zdają się być na ziemi naszej: polski chłop, ruski i litewski; odmienny ich stan, kultura, obyczaje; na oddzielne każdy z nich zasługuje opisanie, z przydaniem różnicy, gdzie by jeszcze jaka zachodzić mogła w każdym województwie.

[FRAGMENT]

Kmieć polski w samym nazwaniu swoim znaczy gospodarza i właściciela roli; od dawna bowiem kmiecie polscy znali własność gruntów, ich wymiar i ograniczenie prac rolniczych dla pana.
Za władzy Piastów sąd równy i tenże sam był dla pana, co i dla kmiecia, przed królem swym lub jego powiernikami, w różne części kraju rozsyłanymi.
Zanim wiara chrześcijańska wprowadzoną została, wedle świadectwa dziejów polski chłopek nie znał innych danin i podatków oprócz dziesięciny, którą z płodów swej ziemi i wszelkiego przychówku oddawać panującemu był obowiązany.
Za przyjęciem religii dziesięcinę ofiarowano duchowieństwu, nie ustawały przecież krajowe potrzeby; trojakiego więc gatunku z koleją czasu powinności zjawiły się, to jest: pieniężne opłaty, daniny wszelkiego rodzaju i posługi. Oto są ich nazwania: poradlne, podatek od gruntu, ile się go przez dzień czworgiem bydła wyorze. Ten pobór za Ludwika w 1372 roku na trzy złote od łanu zmniejszony został.
Opłata pomieniona, od rodzaju pieniędzy zapewne, jakimi oddawaną bywała, nazywała się skojec, scotus, podworowe, czynsz od domów w miastach i miasteczkach.
Podwoda była to powinność przewożenia wojsk, żywności lub wojennych potrzeb, sług i sprzętów monarszych, nosiła częstokroć angarii i perangarii nazwanie: w 1563 na pieniężny datek, a w 1647 na poczty stale ustanowione zamieniona. Przewód – obowiązek ścigania hultajów i złodziejów albo przewodniczenia ścigającym lub udającym się z rozkazu dworu w innych potrzebach. Powóz – czyli dawanie koni, gdy monarchowie objeżdżali swe ziemie.
Stróża – przedtem niezawodnie powinność strzeżenia zamków lub miejsc obronnych, a później już tylko pewien udział żyta i owsa na opatrzenie stałej i ćwiczonej załogi.
Stan – dostarczenie wszelkiej żywności na stół królewski dla jego dworzan, gdzie tylko panujący stanął, zniesiona w 1372 roku; ślad jej pozostał w Osepie, który w krakowskim sreżna zwano; datek to zbożowy, a co do owsa w Mazowszu pod imieniem porzeczne znajomy, przypomina go i pomocne w Polsce, to jest udział siana, zboża, drobiu i jaj. Powołanie to samo znaczy, co teraz donum gratuitum, w niezwykłych snać i ważniejszych okolicznościach wymagane.
Mech – danina z połowu ryb na stawach, rzekach, jeziorach. Co przedtem aspergili, aspreole, czyli skórki wiewiórce, za Bolesława Krzywoustego dawane, to i później było leśne, różnych skór zwierzęcych udział.
Targowe – opłata od wszelkiej żywności i towarów na targ sprowadzanych. Pojemszczyzna od pojęcia żony, od mieszczan i chłopów. Krowa, ofiara, którą ojciec w miejscu kunicy, wydając za mąż córkę, czynić był obowiązany. Naraz – danina miodowa, tę wdowy ponawiające śluby panu swemu oddawały.
Robił jeszcze kmieć szarwarki do budowy miast i zamków, uprawiał pola dworskie, żął pięć kóp, zbierał pięć wozów siana, młócił zboże i wywoził, ile się go zrodziło, cztery sążnie płotu na dzień grodził itd.
Tak mnogie powinności i przydane do nich zapewne uciski w 1037 za Mieczysława II bunt sprawiły, a później były jedną z przyczyn, które Władysławowi II i Mieczysławowi III berło z rąk wytrąciły.
Powinności te zwykle się zasadzały na prawie zwycięzcy, który zawojowaną ziemię i wszelką na niej dawnych mieszkańców własność i pracę swoją poczytywał, z niej udziału się domagał; stąd mnogość ta dóbr monarszych, pomimo rozdawnictwa liczne, z przeniesieniem tychże obowiązków dla nowych właścicieli: które zachować każdy z nich pragnął, i prawem je polskim nazwał.
Zniszczony kraj przez nabiegi Tatarów, Rusi i Litwinów i wypleniana w nim ludność były dowodem otworzenia wstępu cudzoziemcom ze swoim teutońskim, czyli magdeburskim, prawem przychodzącym.
Udział jego w Polsce zyskiwały nie tylko miasta, lecz i wiejskie osady: a kiedy dla obcych przychodniów względni panowie brali od nich czynsz tylko, zawierali z nimi umowy, dozwalali im własnej starszyzny i sędziów, a nawet duchowni w miejsce snopowej dziesięciny przestawali na małdratach, czyli pewnej mierze zboża; na pozostałych przy prawie polskim spadała pańszczyzna, dawne zwyczaje zachowano, brzemię ich powiększając nowymi coraz uciski, i kapłan z dziesięciu snopów co większy dla siebie wybierał, wszelkie nawet sądownictwo zostało przy właścicielach lub rządcach w ich imieniu, a królowie zdawali się wyrzekać wszelkiej nad ludem swoim opieki.
Kazimierz Wielki w 1347 napisał w swym statucie, że kmieć pod prawem polskim dla tyranii pana mógł opuścić i czynsz tylko roczny opłaciwszy, ziemię swą porzucić; wyrażone były przypadki, w których cała wieś mogła przenieść się do innego właściciela: jeśli dawny córki lub żony swych poddanych gwałcił, gdy za jego długi i występki ciążonymi byli. Nie były to wszakże dostateczne środki dla zabezpieczenia od przemocy.
Królowie z jagiellońskiego rodu, nadając wolność swym poddanym, sprawiali, że te swobody i w rozdawnictwie zostawały, że naśladować przykład monarchów w dobrach obywatelskich i duchownych musiano.
Sądownictwo w miastach królewskich dla włościan u starostów, a potem i u referendarii, miało wpływ i na dziedziczne dobra. Tak więc początkowo równi innym, poddani jednego monarchy, tejże samej co i wyższe stany nad sobą doznający opieki, w podziałach kraju, gdy stan szlachecki przemagać zaczął i nad królami, i nad miastami, oni równie doznali zgubnej jego przewagi.
Dobrzy wszakże i stąd sławieni panujący, jako to: Kazimierz Wielki i całe jagiellońskie plemię, nie na samych tylko przychodniów zwracali oczy, nie przestawali na tym, żeby tych tylko do siebie przynęcać; i dawnym tej ziemi, zasłużonym i tyle dla niej poświęcającym się mieszkańcom nie ubliżali swej pieczołowitości; złe dopiero najwyższej doszło miary za królów obieralnych, w przyswojeniu sobie nieograniczonej władzy przez właścicieli ziemskich.
Zwróćmy jeszcze i na to uwagę, kiedy i z jakiego powodu chłopek nasz mógł być robocizną przeciążony. W początkach dwory czy królewskie, czy właściciele nie gospodarowały same, grunta nadawano kmiotkom, a ci żywić musieli darmo króla lub panów swoich.
Danina w pszenicy, życie, owsie, gęsiach, kapłonach, kurach, jajach, owcach, świniach, miodzie i tym podobnych rzeczach niezaprzeczonym tej prawdy jest dowodem. Kmiotki budowały królom zamki, szlachcie folwarki, przy tym jedną lub dwie chałupy we wsi powinni byli na rok z obowiązku wystawić.
Gdy feudalne dobra zaczęły się niejako zamieniać w dziedzictwo, czyli allodialne, gdy jednakowość praw i ustaw obiecywana przedtem z czasem przychodzić zaczęła do skutku, gdy szlachcic miles niezsiadający wprzód z konia odetchnął, zaczął sam korzystniejszym coraz gospodarstwem się zajmować, bliższe i stosowniejsze nastały układy z kmiotkami albo cięższe i prędsze ich ujarzmienie.
Wieś polska ma całogruntowych, półgruntowych kmiotków i zagrodników. Pierwsi prawdziwie użyteczni, drudzy mniej z tego względu, iż prócz ilości gruntu wszelkie uboczne w równym stopniu mając korzyści, mniej ponoszą ciężarów, mniej się wypłacają stosunkowo; stąd gospodarz dobry stara się ich na całogruntowych przeistaczać, jeżeli tylko rodzina ich do obrobienia tej ziemi i odbycia z niej powinności dość jest liczną.
Należałoby jednakże dla uniknienia wszelkie samowolności postanowić: ile gruntu i jakiego całkowity ma posiadać rolnik?, ile z niego powinności dopełniać? Wypadałoby i zamiar wszelkiej robocizny dziennej oznaczyć.
Zagrodnicy w piątej części są potrzebni, oni pomagają w robociźnie i rzemieślnikami bywają zwykle, jakich wieś każda nieodbicie potrzebuje. Dla pana dostateczną jest i nieprzewyższającą sił poddanych trzecia część gruntów, jakie wszyscy razem chłopi całej wsi posiadają.
Myli się albo z pozorów tylko sądzi (jak nas zagraniczne okrzyczały pisma), kto stan kmiotków naszych zowie niewolniczym albo ich najnieszczęśliwszymi poczytuje, przodków naszych albo i nas samych o barbarzyństwo obwinia.
Szczególne kiedy wypadki nie są stanowczym dowodem co do całego już ogółu ani powstanie Chmielnickiego i Kozaków niezaprzeczonym wsparciem tej, jakoby wielkiej, prawdy.
Kto z dziejami gruntownie obeznany, przyzna, że jednego tylko człowieka ucisk lub krzywda, gdy się ośmielił być naczelnikiem, ściągała innych mniej bacznych: którzy lubo sami nic podobnego nie doznali; różnicą wiary, namowami lub nadzieją korzystania z zaburzeń pobudzeni i obłąkani, lgnęli do zwodzących i dopomagali ich widokom jedynie, sami użyci jako narzędzie, wszelkich klęsk tylko, niespodziewanych korzyści odbierali udział.
Że odzież kmiotka w oczach cudzoziemca lichą się zdawała, że pokarm jego był gruby, niewytworny, że chałupa jego w porównaniu z zagranicznymi była nikczemną, nie przeto już samej nędzy doznawał. Miejscowe okoliczności i potrzeby sprawiały jedno, do drugiego nawykł; zdrowie tym utrzymywał, a w skromnej jego lepiance przemieszkiwała z nim i jego rodziną cnota, krzepkość i byt szczęśliwy.
Sama dobroć charakteru Polaków to sprawiała, że kmiotków swoich każdy prawie nie groźnym panem, lecz ojcem był i opiekunem, stawiał mu chałupę, dawał konie, woły i wszelką zapomogę, wydzielał pewną miary gruntu, opatrywał lasem, korzyści z łowienia ryb, zbierania grzybów i jagód pozwalał i przestawał na skromnym wynagrodzeniu, jakie mu za te dobrodziejstwa umiarkowaną pańszczyzną i szczupłą daniną zwykł czynić.
Był wzgląd na gatunek ziemi; do niego stosownie oznaczona robocizna lub zapłata – tak w urządzeniu ekonomii królewskich 1557 roku cztery są gatunki gruntów: najlepszy, średni, podły, piaskowaty albo błotnisty. Z włóki pierwszego rodzaju dwadzieścia jeden groszy, z drugiego dwanaście, z trzeciego osiem, z czwartego sześć groszy ówczesnych płacono. Najgorszego gruntu cztery włóki na jedną dobrą liczono.
W niedostatku wszelkim chłopek u pana wsparcie, w chorobach skuteczną pomoc, w nieszczęściach pociechę znajdował i zasłonę od ucisku, jaki by kto inny lub wojskowi mogli wyrządzać. Słowem był to nieraz sposób życia patriarchalny, prawdziwie opiekuńcza nad nimi władza; zwłaszcza gdy pan sam w majątku i wśród kmiotków swoich przebywał, gdy powściągał groźność, niewyrozumiałość, twardość albo i chciwość komisarzy swych, ekonomów; gdy pieczołowitość jego nad tym ludem dzieliła żona dobra, córki, synowie i proboszcz światły.
I rządy teraźniejsze wreszcie rozciągnęły opiekę dzielniejszą nad tąż klasą mieszkańców; zapewnione i dla chłopka sądy, powinności nie wolno zwiększać, umowy z rolnikami zawierać i dotrzymywać ich rozkazano.
Jeśli pan, w ogóle biorąc, moralnym bywał, i kmiotek polski cnoty posiada; którymi słusznie w oczach świata całego pochlubić się może: przywiązany do wiary swych ojców, monarchom wierny; prawość, szlachetność i uczciwość zdaje się, że wyssał z mlekiem.
Jestże kraj, w którym by się mniej popełniało zbrodni? Bezpieczniejsze były świątynie Pańskie i domy szczególnych osób, takie nieraz bogactwa w sobie mieszczące; i drogi wszelkie, którymi w ustawicznym ruchu przesuwają się dostatki rozmaite. Gdyby statystyka krajowa w szczegółach dokładna podała nam spraw poczet, ich rodzaje i poszczególnienie klas mieszkańców, poważających się na jakie zbrodnie i za to osądzonych, w przytoczeniu z niej wypisów łatwo by znajdować na to dowody.
Dziwił się przechodzień i słusznie dziwił, jak sługa biorący szczupłą nader płacę, prosty kmiotek częstokroć przewoził dla właściciela ogromne sumy; ani one chciwości jego nie wzniecały, ani ich uronił przez niebaczność lub niedozór.
Włościanin polski rzetelny, otwarty, gościnny, usłużny, roztropny, życzliwy współbraciom i bliźniemu, na wszelkie dla rodaka, dla obcego nawet bez względu na wynagrodzenie gotowy posługi, i kraj swój kochać umiał, i bronić go zawsze był gotów, byle nim światły i poświęcający się dla ojczyzny zwierzchnik kierował.
Skłonność do pijaństwa, lenistwo, kradzież drobnych rzeczy, zabobonność i mściwość dostrzegać się dają w plemieniu z siebie dobrym; przy użyciu skutecznych środków jakżeby one łatwo powściągnąć się dały. Zaprowadzenie szkółek na religii i moralności ugruntowanych i tak urządzonych, ażeby dzieci chłopskie tyle tylko nauczono, ile w ich stanie potrzeba; szkółek, które by nie odstręczały kmiotka i nie zniechęcały do jego powołania, ale owszem, sprawiły, by je bardziej zamiłował i potrzebę, i ważność swojego stanu uczuł i zrozumiał, z dostarczeniem ksiąg do tych przedmiotów i czytania dla gminu służyć mogących, wielką byłoby korzyścią i stanowczym krokiem. Niechby tu jeszcze nauczyć się mogli drzew szczepienia i całego wiejskiego ogrodnictwa, wszystkiego, co gospodarstwo rozumnie ulepszyć zdoła, znajomości prawdziwie użytecznych machin i nieco rzemiosł lub rękodzieł, do użycia w chwilach wolnych w zimowej porze.
Proboszczowie światli niszczyliby przesądy, gruntowali wiarę i moralność czystą; panowie i sprawiedliwi, i względni pomnażaliby coraz ich dobro i kulturę, a z nią razem swoje korzyści.
Na czynszowników ich przemienić jeszcze nie jest pora, i stan kraju, i doświadczenie to stwierdzają, lecz nieodległa może ta chwila, kiedy za wzmożeniem się miast przez fabryki, a kraju całego przez handel wewnętrzny i chłopek cel i użytek pracy pozna, nie będzie potrzebował do niej przymusu, a urządzeniem lub usunięciem żydów, od pijaństwa powściągniony, przez nich nieoszukiwany, niewyssany ze wszystkiego, dostatki swe pomnażającymi się ujrzy.
Potrzebne zakłady, które by zdatnych i moralnych dyspozytorów tworzyły, dobór uczciwych szynkarzy i zaprowadzenie raczej dobrego piwa, by od wódki odwieść.
Potrzebne rozmiary gruntów dogodne i słuszne, tudzież umiarkowane względem nich powinności; potrzebna wiadomość ustaw, ile się te chłopka tyczyć mogą, kar za przewinienia, obowiązków dla kraju i monarchy; potrzebne spichlerze gromadzkie, domy robocze, szpitale dla kalek.
Przydajmy jeszcze z różnych pisarzy urywkowe szczegóły, które ten przedmiot jakkolwiek objaśniać mogą, które się go tyczą.
Bolesław Chrobry i dla chłopków dobrym był królem, przyświadcza to Marcin Gallus na sześćdziesiątej piątej stronicy. Mówi Beauplan: w starostwach zapozywać mogą chłopi starostę do królewskiego sądu.
Chłopi ukraińscy dwa dni robią w tydzień z dobytkiem; dają zboże, kapłony, gęsi, kury, kurczęta na Wielkanoc, Zielone Święta i Boże Narodzenie, w miarę gruntu; zwożą drzewo, oddają dziesięcinę z wieprzów, baranów, miodu, owoców, co trzeci rok trzeciego wołu.
Oto są narzekania na uciski kmiotków.
Reformacja obyczajów polskich powiada: Łakomi panowie nad słuszność powodne pieniądze, serowe, rogowe, żołędne, spaśne, witane i co wiedzieć jako nazwane, na ubogie poddane włożywszy, zakazują pod winami pić w mieście: miodu, piwa, gorzałki, jeno w karczmach swoich, co z dworu wydają.
Na Rusi powołowszczyzna coroczna, pierwej co dziesięć lat, co siedem, pięć i trzy ustanawiana.
Nikomu trunków na swoją potrzebę robić nie dozwolono, od łowienia lisów, ryb, ptactwa, zwierza dzikiego dziesięcinę powymyślano: grunta i folwarki odejmowano wszystkie arendy żydom w ręce podawszy.
Satyra albo przestrogi 1650.

Urzędnik da chłopa obwiesić,
O czem nawet pan nie wie.

Tamże jest powiedziane:

Robotę zaś penitus abdico na wieki:

lub przeciwko zwyczajom w Polsce lecz nie dobrym,

Wzięliśmy bowiem na się pracowite jakieś,
Rolnictwo i staranie, i odstąpiliśmy

W tym dawnych przodków naszych, którzy czynszem a spem, kontentowali się więc od poddanych swoich. Potocki w Argenidzie mówi:

Bierczak, gdzie zapisują podatki i biernie,
I gdzie panowie chłopów drą niemiłosiernie.

Wiadomości brukowe wspominają, ostrzyżyny włosów chłopkom i przedawanie ich perukarzom, pokłon od chłopów, czyli datek ostatni drobiu, ilekroć do dworu z prośbą jaką przychodzi, prysud za sprawę i pracę sądzenia; kwitowe, rekrutowe, stróże, wartowniki, pastuchy, a wszystko to darmo i pod imieniem daremszczyzny znane.
Te uciski osobistą niektórych winą poczytać należy albo owych wieków zabytkiem, gdy się wszystko u nas pogorszyło.

Przejdź do treści