Hermann Göring należał do najpotężniejszych ludzi III Rzeszy. Za fasadą bon vivanta, miłośnika luksusu i kolekcjonera sztuki krył się mistrz politycznej gry, który odegrał kluczową rolę w budowie nazistowskiego państwa terroru. Im większe były jego wpływy, tym straszniejsze zbrodnie. Miał wszystko – poza granicami moralnymi.Andreas Molitor pokazuje Göringa już jako ambitnego młodzieńca owładniętego pragnieniem wielkości. Śledzi jego drogę na sam szczyt, a potem upadek – aż do celi w Norymberdze. Oparta na wieloletnich badaniach biografia obala mit groteskowego marszałka, odsłaniając bezwzględnego stratega i mistrza manipulacji.
Fragment 1
„Nigdy nie byłem okrutny”
Burton C. Andrus może być zadowolony z pracy, którą wykonuje. Jego surowe spojrzenie pada na mężczyznę siedzącego w pierwszym rzędzie po lewej stronie ławy oskarżonych na sali rozpraw numer 600 w Pałacu Sprawiedliwości w Norymberdze – jednym z niewielu okazałych budynków w mieście, które nie zostały zniszczone podczas alianckich bombardowań – w doskonałej kondycji fizycznej i psychicznej. Owładniętemu obsesją dyscypliny pułkownikowi armii amerykańskiej powierzono właśnie takie zadanie – jako główny nadzorca miał utrzymać przy życiu resztki elit nazistowskiego reżimu, by te mogły ponieść zasłużoną karę wymierzoną właśnie tam, w Norymberdze, podczas wielkiego rozliczenia aliantów z narodowym socjalizmem.
20 listopada 1945 roku, pierwszego dnia procesu przeciwko dwudziestu czterem głównym zbrodniarzom wojennym, Andrus z największą uwagą obserwuje człowieka, który na sali rozpraw pojawił się w dwurzędowym, pozbawionym jakichkolwiek oznaczeń rangi mundurze w kolorze gołębiej szarości z mosiężnymi guzikami – Hermanna Göringa, wiernego paladyna Adolfa Hitlera, naczelnego dowódcę Luftwaffe, Marszałka Rzeszy, głównego administratora niemieckiej machiny zbrojeniowej, najbarwniejszą postać narodowosocjalistycznego aparatu władzy. Göring, który nonszalancko opiera rękę o balustradę, z dziwnie odmłodniałą, przypominającą woskowy odlew twarzą i z gładko do tyłu zaczesanymi włosami, wygląda niczym manekin; wydaje się czujny i agresywny.
Sześć miesięcy wcześniej, gdy trafił w ręce Andrusa w amerykańskim obozie o kryptonimie Ashcan (pol. Popielniczka) w luksemburskim Bad Mondorf, był wrakiem człowieka: ważył 125 kilogramów, był cały opuchnięty, zmagał się z zadyszką i uzależnieniem od opiatów. Andrus postrzega Göringa jako zniewieściałego, pozbawionego cech żołnierza sybarytę. Przyjechał, będąc „niechlujem z głupawym uśmieszkiem”, z szesnastoma walizkami, czerwonym pudłem na kapelusze, apteczką wypełnioną po brzegi kremami, maściami, różem i pomadami oraz „dwiema walizami parakodeiny. (…) Ale zabraliśmy mu narkotyki i zrobiliśmy z niego człowieka”.
Andrus, jako ascetyczny zwolennik dyscypliny, postanawia sprowadzić na właściwe tory mężczyznę, którym szczerze gardzi z powodu czynów, jakich ten się dopuścił. Wprowadza surowy reżim najpierw w Bad Mondorf, a następnie – od 12 sierpnia 1945 roku – w więzieniu w Norymberdze, gdzie przetrzymywani są najważniejsi oskarżeni o zbrodnie wojenne. Göring musi oddać wszystkie swoje medale i wysadzaną klejnotami, wykonaną z białej kości słoniowej laskę marszałkowską. Kiedy wielokrotnie domaga się widzenia z generałem Dwightem D. Eisenhowerem, naczelnym dowódcą amerykańskich sił okupacyjnych, Andrus pochyla się nad biurkiem w jego stronę i powtarza: „Panie Göring, jest pan teraz moim więźniem. Będzie pan mówił wyłącznie wówczas, gdy zostanie pan o to poproszony” . Göring dostaje szmatę i wiadro, żeby sam utrzymywał w porządku swoją celę.
Andrus chce zapobiec samobójstwom w więzieniu. Przed każdą celą stoi strażnik. Göring, osadzony w – każdego dnia skrupulatnie przeszukiwanej – celi numer 5, w której znajdują się prycza polowa, stół, krzesło i toaleta, przebywa pod stałą obserwacją. W nocy skierowany jest na niego strumień światła. We śnie nie wolno mu się przekręcać ani chować rąk pod kocem. Gdy załatwia swoje potrzeby fizjologiczne, jego nogi są stale na widoku. Andrus ordynuje otyłemu narodowemu socjaliście restrykcyjną dietę, dzięki której ten chudnie ponad 30 kilogramów. A co najważniejsze – stopniowo, aż do zera, zmniejsza dzienną dawkę przyjmowanej parakodeiny. Göring wychodzi z otępienia wywołanego zażywanymi lekami.
Pierwszego dnia procesu, wchodząc do sali sądowej, postanawia, że stanie się ona dla niego sceną. Rozkoszuje się intensywną uwagą, jaką się mu okazuje. Klaus Kastner, autor licznych publikacji na temat procesów norymberskich, napisał: „Göringowi odpowiada to, że jest mistrzem ceremonii”. „Jego twarz wyraża jednocześnie przebiegłość, pomysłowość, ekstrawertyczność i skupienie na sobie. (…) Taki wyraz twarzy musiał mieć Neron”. Podczas przerwy obiadowej wszyscy współwięźniowie i strażnicy mają okazję usłyszeć, co Göring myśli o samym Trybunale. „Do jasnej cholery!” – wrzeszczy i uderza ręką w stół. „Chciałbym tylko, abyśmy wszyscy mieli odwagę ograniczyć naszą obronę do czterech prostych słów: «Pocałujcie mnie w dupę!»”.
Prawie każdego wieczoru po zakończeniu obrad do celi najważniejszego więźnia udaje się młody mężczyzna i rozmawia z nim na osobności. Trzydziestoczteroletniemu Amerykaninowi Gustave’owi Markowi Gilbertowi, synowi austriacko-żydowskich imigrantów, na czas trwania procesu – nie tylko dlatego, że dobrze mówi po niemiecku – przydzielono rolę psychologa więziennego, więc o każdej porze ma swobodny dostęp do osadzonych. Nie prowadzi przesłuchań; odbywa pozornie nieformalne rozmowy w celi i w trakcie posiłków w przerwach zarządzonych podczas rozprawy – także z pozostałymi wysokimi rangą oskarżonymi. O tych spotkaniach pisał: „Im przyniosło to w osamotnieniu ulgę, mnie – możliwość poznania osobowości nazistowskich przywódców”.
Gilbert, który pod koniec kwietnia 1945 roku, tuż po wyzwoleniu przez Amerykanów obozu koncentracyjnego Dachau, widział wychudzonych więźniów i piętrzące się stosy ludzkich ciał, chce rozwikłać tajemnicę spowijającą narodowych socjalistów, którzy zasiedli na ławie oskarżonych. Czy naprawdę są zepsutymi do szpiku kości potworami i psychopatami, głęboko zaburzonymi i chorymi? Ze względu na ogrom zbrodni, których się dopuścili, przez wielu są tak postrzegani, zwłaszcza za granicą. A może osadzeni w celach są całkiem przeciętnymi ludźmi, jak piętnaście lat później napisze filozofka Hannah Arendt o Adolfie Eichmannie, który – stojąc na czele nazwanego swoim imieniem jednego z wydziałów Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy – należał do najważniejszych osób odpowiedzialnych za wymordowanie sześciu milionów europejskich Żydów. Arendt wyraziła następującą opinię po jego procesie w Jerozolimie: „Kłopot z Eichmannem polegał na tym, że ludzi takich jak on było bardzo wielu, a nie byli oni sadystami ani osobnikami perwersyjnymi, byli natomiast – i wciąż są – okropnie i przerażająco normalni”. Nawet jeśli w przypadku głównych oskarżonych było to prawdą, jak doszło do tego, że ci na pozór zwykli ludzie stali się bezwzględnymi mordercami, fanatycznymi ideologami rasowymi i zbrodniarzami wojennymi? Chęć znalezienia odpowiedzi na to pytanie napędza Gilberta do działania.
Psycholog interesuje się szczególnie Hermannem Göringiem. Uważa byłego Marszałka Rzeszy za osobę fascynującą i zarazem odpychającą. Przez cały rok uważnie obserwuje zachowanie oskarżonego na sali rozpraw, w przerwach i w celi – jego reakcje, wybuchy złości i mimikę.
29 listopada 1945 roku Gilbert również przygląda się oskarżonym na sali rozpraw. Oskarżyciele przedstawiają dokument 2430-PS, US-79: nakręcony przez amerykańskich żołnierzy, dwugodzinny film dokumentalny o okrucieństwach obozów koncentracyjnych. Widać w nim wychudzonych do szpiku kości więźniów, otwarte piece krematoryjne, w których znajdują się zwęglone szkielety, oraz buldożery spychające stosy zwłok do masowych grobów.
Podczas projekcji filmu psycholog więzienny przypatruje się oskarżonym w poszukiwaniu śladów emocji. Twarze niektórych bledną, inni nerwowo przełykają ślinę, kolejni – zawstydzeni – wbijają wzrok w podłogę, jęczą, chowają twarze w dłoniach, ciężko oddychają lub płaczą. Göring nie chce się zmierzyć z prezentowanymi obrazami. Gilbert notuje: „Göring wychyla się za barierkę, przez większość czasu nie patrzy, wygląda na wpół żywego… (…) Göring wygląda posępnie, oparty na łokciu…”. Podczas jednej z przerw zaczyna się denerwować „tymi filmami grozy”, które postrzega jako wrogą propagandę. „Każdy może nakręcić film o zbrodniach, jeśli wyciągnie zwłoki z grobów, a potem pokaże traktor spychający je tam z powrotem” . Wieczorem w celi mówi do Gilberta: „To było takie udane popołudnie, dopóki nie pokazali tego filmu. (…) A potem pokazali ten okropny film i tylko wszystko zepsuli” .
Bez wątpienia nikt nie wniknął tak głęboko w psychikę Göringa jak Gustave M. Gilbert. Niekiedy zainteresowanie młodego psychologa wyraźnie cieszy Göringa, a innym razem stawia mu opór, odpowiada szorstko lub nie wykrztusza z siebie ani słowa – na przykład wtedy, gdy jest zły, gdyż rozprawa danego dnia nie przebiegała po jego myśli. Od czasu do czasu życzliwością i uprzejmością stara się zjednać sobie przychylność Gilberta. Taka postawa nie robi jednak na psychologu żadnego wrażenia – zachowuje on należyty dystans i daje to wyraźnie odczuć rozmówcy. Gilbert wie, że Göring jest ponadprzeciętnie inteligentny. Testy, które przeprowadzono na początku jego pobytu w Norymberdze, wykazały, że jego iloraz inteligencji (IQ) wynosi 138, co uplasowało go na trzecim miejscu wśród osadzonych, za byłym prezesem Banku Rzeszy Hjalmarem Schachtem i byłym komisarzem Rzeszy w Holandii Arthurem Seyss-Inquartem. Göring jest trochę obrażony, gdy się dowiaduje, że nie zajął pierwszej lokaty.
Później Gilbert spisuje swoje obserwacje. Jest autorem powszechnie uznanego dziennika z procesu, stanowiącego jednocześnie psychologiczny profil swojego ulubionego obiektu badań Hermann Göring, Amiable Psychopath .
Göring rozmawia z Gilbertem o przebiegu procesu i zachowaniu poszczególnych więźniów. Dyskutują o moralności i człowieczeństwie w polityce, a także o tym, czy można po prostu zabijać lub w inny sposób eliminować wcześniejszych popleczników, którzy stali się naszymi przeciwnikami albo zawalidrogami.
Tematem ich rozmów jest również dzieciństwo samego Göringa. Marszałek poszukuje sceny, na której mógłby, niczym wytrawny aktor, odgrywać swoją rolę. Czasami arogancko, zanosząc się donośnym śmiechem, dzieli się wspomnieniami – z jego punktu widzenia to anegdoty, lecz Gilbert rozpoznaje je jako koszmary senne. Chociaż psycholog podejrzewa, że niektóre ze wspomnień prominentnego więźnia są mocno przejaskrawione lub wręcz zmyślone, szybko nabiera pewności, że najważniejsze decyzje dotyczące przebiegu późniejszej życiowej drogi Göringa zapadły, gdy był on bardzo młody.
Dzieciństwo, do którego Gustave M. Gilbert wraca wspólnie z Hermannem Göringiem, jest niczym ciemny loch. To przestrzeń pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Wyrósł w niej człowiek bardzo inteligentny, ale pozbawiony empatii i z zaburzonym poczuciem moralności. „Chcę, aby pan wiedział tę jedną rzecz” – wyznaje Göring oszołomionemu psychologowi pewnego wieczoru w swojej celi – „ale muszę to powiedzieć ze śmiertelną powagą. Nigdy nie byłem okrutny. (…) Bywałem twardy (…) nie wstydziłem się rozstrzeliwania tysiąca ludzi w akcji odwetowej, albo zakładników, albo kogokolwiek, co pan sobie życzy! Ale okrutny – torturowanie kobiet i dzieci – du lieber Gott! – to już nie leży w mojej naturze”.
Fragment 2
Wizerunek Göringa w przestrzeni publicznej zdominowały stereotypy – jest ich więcej niż w przypadku jakiegokolwiek innego czołowego narodowego socjalisty . Göring – przyjazna twarz narodowego socjalizmu. Göring – morfinista. Göring, który nie ma nic przeciwko Żydom i prawdopodobnie nie jest nawet „prawdziwym” narodowym socjalistą. Wysztafirowany i jowialny Marszałek na operetkowej scenie. Żelazny Marszałek. Owe klisze ukazują go w pozytywnym świetle, jako jedyną postać wyróżniającą się spośród zagorzałych ideologów, posłusznych biurokratów, nieśmiałych karierowiczów i sztywnych militarystów. Wszyscy oni, z wyjątkiem Hitlera, przedstawiani są w ponurych odcieniach czerni i bieli; Göring zaś, w przeciwieństwie do nich – w jaskrawych barwach.
Göring wręcz kultywował ów folklor – i wyraźnie sprawiało mu to przyjemność. Żył dość swobodnie; poprzez swoje upodobania, często nietypowy wygląd, zdjęcia ukazujące udane polowania na jelenie czy życie rodzinne z żoną i córką huśtającą się na werandzie dobrze wpisywał się w mity, które o nim krążyły. W Norymberdze powiedział: „Jestem tym, czym byłem zawsze: «ostatnią postacią renesansową»”.
Jednak to niczego nie wyjaśnia, a przede wszystkim nie tłumaczy, dlaczego z młodego mężczyzny z dobrego domu stał się nazistą numer dwa, człowiekiem, który szedł po trupach, jeżeli tylko mogło to posłużyć jego celom; osobą, która była gotowa skazać dwadzieścia lub trzydzieści milionów ludzi na śmierć głodową i która swoimi antysemickimi dekretami administracyjnie torowała drogę do Auschwitz. Mity krążące o Hermannie Göringu maskują jego manipulacje, wyrachowanie i negatywne cechy charakteru: ocieplają jego wizerunek, a bagatelizują zachowania.
Kiedy próbowałem rozszyfrować Göringa, obalić krążące o nim mity, oddzielić ziarno od plew, skondensować i wyostrzyć materiał, który miałem przed sobą, czasami obierałem drogę dziennikarską – dla mnie zupełnie naturalną, ale bez wątpienia nietypową dla wielu historyków. Gdy źródła i literatura okazywały się niewystarczające, a moja wiedza dotycząca zażywania morfiny, budowania więzi we wczesnym dzieciństwie, retoryki, malarstwa renesansowego czy mierzenia inteligencji – niekompletna, radziłem się ekspertów: psychiatrów dziecięcych, naukowców prowadzących badania nad inteligencją, psychofarmakologów, historyków sztuki i badaczy zajmujących się mechanizmami propagandy. Wspaniałym doświadczeniem było to, że wszystkie osoby, do których zwróciłem się o pomoc – najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach – zgodziły się wziąć udział w moim przedsięwzięciu i znalazły czas, by toczyć ze mną głębokie dyskusje.
Göring jest jedynym członkiem reżimu narodowosocjalistycznego, który mógłby zastąpić Hitlera i którego część społeczeństwa darzy szczerą sympatią. W przeciwieństwie do niego nie tolerowano mroczniejszych postaci pokroju Goebbelsa, Himmlera czy Hessa. Wśród nazistowskich przywódców Göring jest również „najbardziej uniwersalnym politykiem”, ponieważ tylko on dysponuje tak szerokim wachlarzem zdolności – jest inteligentny, wszechstronny, brutalny, żądny władzy, zdeterminowany, intrygujący, komunikatywny i bliski ludziom – i tylko on potrafi „odegrać całą gamę systemu politycznego swoich czasów”. Jednak nie zawsze panuje nad sytuacją – często się rozprasza, nudzi, a jego zasoby się wyczerpują z powodu mnogości urzędniczych obowiązków i piastowanych stanowisk. Ponadto jedną z jego największych słabości jest lenistwo.
