Dom Wydawniczy Rebis wydał pięknie i bogato ilustrowaną publikację pt. Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki. Jej autorem jest znany już polskim czytelnikom Edward Brooke-Hitching.
Historia muzyki kojarzy się zazwyczaj z wielkimi kompozytorami, słynnymi operami, filharmoniami i instrumentami, których brzmienie znamy od dzieciństwa. Edward Brooke-Hitching udowadnia jednak, że poza oficjalnym kanonem istnieje drugi świat — pełen ekscentryków, nieudanych eksperymentów, niezwykłych wynalazków, artystycznych mistyfikacji i pomysłów tak osobliwych, że trudno uwierzyć, iż ktokolwiek próbował wcielić je w życie.
„Orkiestra szaleńca. Największe kurioza w historii muzyki” jest kolejną publikacją autora specjalizującego się w wyszukiwaniu zapomnianych osobliwości. Wcześniej polscy czytelnicy mogli poznać między innymi jego „Bibliotekę szaleńca” oraz „Galerię szaleńca”. Tym razem brytyjski badacz kieruje uwagę ku muzyce, ale nie zamierza opowiadać jej historii w sposób typowy. Nie tworzy chronologicznego wykładu o rozwoju stylów, szkół kompozytorskich czy kolejnych epok. Interesuje go przede wszystkim to, co dziwne, zaskakujące i stojące na marginesie głównego nurtu.
Na kartach książki pojawiają się instrumenty, które mogłyby zostać uznane za wytwory wyjątkowo bujnej fantazji: kocie organy, świńska fisharmonia, pirofon wykorzystujący płomienie, instrumenty wykonywane z lodu, organy stalaktytowe, a nawet urządzenia łączące dźwięk z zapachem. Brooke-Hitching przypomina również przedsięwzięcia artystyczne wymagające udziału maszyn, pojazdów i niezwykle odpornych psychicznie wykonawców. Jednym z takich przykładów jest kompozycja przeznaczona na kwartet smyczkowy i cztery śmigłowce.
Autor nie ogranicza się jednak do katalogowania dziwnych instrumentów. Pisze również o związkach muzyki z matematyką, astronomią, kryptografią, kolorami, architekturą, religią i wierzeniami. Zastanawia się nad dźwiękami kosmosu, muzycznymi szyframi, synestezją oraz próbami przekładania barw, zapachów i zjawisk przyrodniczych na język kompozycji. W książce znalazło się także miejsce dla muzycznych katastrof, mistyfikacji, konfliktów między twórcami oraz osobliwych instrukcji pozostawionych przez kompozytorów.
Jedną z największych zalet publikacji jest przystępność. Czytelnik nie musi posiadać przygotowania muzykologicznego, aby zrozumieć opisywane zagadnienia. Fakty podawane są lekko, z humorem i bez nadmiaru specjalistycznego słownictwa. Jednocześnie liczba przywoływanych przykładów jest na tyle duża, że nawet osoby dobrze znające historię muzyki mogą znaleźć informacje, z którymi wcześniej się nie spotkały. Recenzja opublikowana w czasopiśmie „Meakultura” zwraca uwagę na rozległość pracy badawczej autora, który sięga nie tylko do czasów nowożytnych, lecz również do starożytności i prehistorii.
„Orkiestra szaleńca” nie jest przy tym książką przeznaczoną wyłącznie do tradycyjnego czytania od pierwszej do ostatniej strony. Ma charakter bogato ilustrowanego albumu i leksykonu osobliwości. Poszczególne fragmenty można poznawać niezależnie, zatrzymując się przy najbardziej interesujących zagadnieniach. Tekstowi towarzyszą fotografie, reprodukcje obrazów, dawne ryciny, portrety kompozytorów, fragmenty partytur oraz przedstawienia niezwykłych instrumentów.
Warstwa graficzna jest jednym z elementów najczęściej chwalonych przez odbiorców. Czytelnicy zwracają uwagę na staranne wydanie, kolorowe ilustracje, solidny papier i twardą oprawę. Na portalu Lubimyczytać książka uzyskała średnią ocenę 8,2 na 10. W recenzjach powtarza się opinia, że album łączy wartość poznawczą z rozrywką, a jego forma zachęca zarówno do lektury, jak i swobodnego przeglądania.
Ciekawym rozwiązaniem są zamieszczone na końcu rozdziałów zestawienia omawianych utworów. Pozwalają one czytelnikowi samodzielnie odszukać nagrania i skonfrontować opis autora z rzeczywistym brzmieniem kompozycji. Recenzenci wskazują jednak, że jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby dodanie kodów QR prowadzących do przygotowanych playlist. Ich brak można uznać za jedno z nielicznych zauważalnych niedociągnięć publikacji.
Mozaikowa konstrukcja książki jest jednocześnie jej siłą i pewnym ograniczeniem. Brooke-Hitching przedstawia dziesiątki tematów, lecz nie każdy z nich może omówić wyczerpująco. Dlatego też czasami czytelnik może odczuwać pewien niedosyt.
Książkę można polecić zarówno miłośnikom muzyki, jak i czytelnikom zainteresowanym historią kultury, niezwykłymi wynalazkami oraz zapomnianymi ciekawostkami. Szczególnie dobrze sprawdzi się jako elegancki prezent — atrakcyjnie wydany, pełen ilustracji i treści, do których można wielokrotnie powracać.
Edward Brooke-Hitching przypomina, że historia muzyki nigdy nie była wyłącznie historią harmonii. Towarzyszyły jej również obsesje, pomyłki, konflikty i pomysły graniczące z absurdem. To właśnie dzięki nim jego „Orkiestra szaleńca” brzmi tak interesująco.
