Historianaprawde.pl

Warto było. Dziewięćdziesiąt lat Andrzeja Mazurowicza

Szacowany czas czytania: ...

– Życie rzeczywiście bogate było w różne wydarzenia, ale muszę powiedzieć, że warto było – powiedział Andrzej Mazurowicz na zakończenie swojego benefisu w bydgoskiej Delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej.

Kilka minut wcześniej słuchał opowieści o sobie: o medalach, wioślarstwie, działalności trenerskiej, ale przede wszystkim o „Solidarności”, konspiracji, podziemnych wydawnictwach, aresztowaniu i latach, w których za działalność związkową można było stracić pracę, wolność, a czasem znacznie więcej. 28 września przyjaciele, dawni zawodnicy, ludzie „Solidarności” i bydgoskiego sportu spotkali się, by uczcić dziewięćdziesiąte urodziny człowieka, którego biografia dobrze pokazuje, czym dla wielu działaczy jego pokolenia był związek: nie epizodem z lat 1980–1981, lecz częścią życia.

Mazurowicz urodził się w 1936 roku w Poznaniu. Z komunizmem zetknął się boleśnie jeszcze zanim ktokolwiek mógł przewidywać narodziny „Solidarności”. Jako dwudziestolatek uczestniczył 28 czerwca 1956 roku w Poznańskim Czerwcu. Został wówczas postrzelony w nogę. Później przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie budował swoją pozycję sportowca, trenera i działacza, ale doświadczenie 1956 roku pozostało jednym z najważniejszych punktów jego życiorysu.

Kiedy we wrześniu 1980 roku powstała „Solidarność”, Mazurowicz miał 44 lata. Nie był już młodym buntownikiem. Miał rodzinę, pracę, doświadczenie sportowe i życiowe. A jednak, jak przypominał podczas benefisu dr Krzysztof Osiński z bydgoskiej Delegatury IPN, od początku wszedł w działalność nowego związku bez półśrodków.

– Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że Andrzej Mazurowicz to człowiek „Solidarności”. Mówiąc o życiu Andrzeja Mazurowicza, trzeba powiedzieć o „Solidarności”. Mówiąc o bydgoskiej „Solidarności”, trzeba powiedzieć o Andrzeju Mazurowiczu – mówił Osiński.

W WSS „Społem” Mazurowicz współtworzył struktury związkowe, najpierw jako przewodniczący koła pracowników, a od marca 1981 roku jako przewodniczący komisji zakładowej. W tym samym miesiącu, podczas kryzysu bydgoskiego, kierował strajkiem w swoim zakładzie. Został później delegatem na I Walne Zebranie Delegatów Regionu Bydgoskiego i członkiem władz regionalnych związku. Z racji miejsca zatrudnienia zajmował się w „Solidarności” także sprawami zaopatrzenia i gospodarki żywnościowej – w realiach początku lat osiemdziesiątych jednym z najważniejszych problemów codziennego życia.

Nie zapomniał przy tym o sporcie. Działał również w Krajowej Sekcji Kultury Fizycznej i Sportu NSZZ „Solidarność”. Dla niego oba światy nie były od siebie oddzielone: wiedział, jak funkcjonują kluby, jak wygląda życie zawodników i trenerów, znał problemy sportu od środka. To doświadczenie próbował przenieść na działalność związkową.

Prawdziwy sprawdzian przyszedł 13 grudnia 1981 roku. Po wprowadzeniu stanu wojennego Mazurowicz został zatrzymany na 24 godziny. Wielu działaczy regionalnej „Solidarności” znalazło się w ośrodkach internowania lub więzieniach. Trzeba było odtworzyć kontakty, zorganizować pomoc dla rodzin represjonowanych i stworzyć struktury zdolne działać w konspiracji.

Mazurowicz niemal natychmiast do takiej działalności przystąpił.

Jeszcze w grudniu 1981 roku stanął na czele Robotniczej Służby Samoobrony, która wydawała ulotki skierowane przeciwko władzom stanu wojennego. Później działał w lokalnej strukturze Komitetu Oporu Społecznego. Od czerwca 1982 roku był współorganizatorem Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej Regionu Bydgoskiego. Tworzyli ją Henryk Cichy, Maciej Gruszkowski, Andrzej Mazurowicz i Jerzy Nieżywiński. Od pierwszych liter ich nazwisk konspiracyjny ośrodek określano jako grupę „H. Maj”. TKK koordynowała działalność grup związkowych w kilkudziesięciu zakładach pracy, zajmowała się kolportażem wydawnictw i organizacją protestów.

Osiński przypomniał podczas benefisu, jak szeroki zakres miała aktywność Mazurowicza. W podziemnym „Informatorze Bydgoskim” był autorem tekstów, redaktorem, wydawcą, drukarzem i kolporterem. W warunkach konspiracji te określenia nie oznaczały funkcji wpisanych do stopki redakcyjnej. Każda z nich mogła skończyć się rewizją, zatrzymaniem albo procesem.

Przez kilka lat Mazurowicz funkcjonował właśnie w takich warunkach. Uczestniczył także w działalności Duszpasterstwa Ludzi Pracy i w organizowaniu Mszy za Ojczyznę. 19 października 1984 roku był w bydgoskim kościele Świętych Polskich Braci Męczenników podczas ostatniej mszy odprawionej przez ks. Jerzego Popiełuszkę. Później zeznawał w procesie zabójców kapłana. O tym fragmencie jego życiorysu mówił podczas spotkania Krzysztof Osiński.

Niewiele ponad miesiąc po śmierci ks. Popiełuszki, 25 listopada 1984 roku, Mazurowicz został aresztowany. Najpierw przebywał w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych, a od 6 grudnia w bydgoskim areszcie śledczym. 5 lipca 1985 roku Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał go na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz 100 tysięcy złotych grzywny.

Wyrok nie zakończył jego działalności. Po zwolnieniu wrócił do pracy konspiracyjnej i ponownie związał się z „Informatorem Bydgoskim”. Działał w podziemiu aż do końca PRL. Jego aktywność była przez lata obserwowana przez Służbę Bezpieczeństwa, a – co podczas benefisu mocno podkreślał Osiński – interesowała się nim również Wojskowa Służba Wewnętrzna.

Historyk zwrócił uwagę na paradoks ostatnich miesięcy PRL. Mazurowicza rozpracowywano jeszcze po wyborach 4 czerwca 1989 roku. Według przedstawionych przez Osińskiego dokumentów kolejną sprawę dotyczącą jego osoby założono 30 czerwca. Aparat bezpieczeństwa nie przestał więc interesować się dawnym działaczem podziemia w chwili, gdy system polityczny już wyraźnie się rozpadał.

Po zmianie ustroju role na moment się odwróciły. W 1990 roku Mazurowicz trafił do komisji kwalifikacyjnej zajmującej się oceną funkcjonariuszy byłej SB przed ich ewentualnym przyjęciem do nowych służb. Zrezygnował z udziału już po jednym posiedzeniu. Jak relacjonował Osiński, nie chciał firmować sytuacji, w której – w jego ocenie – zbyt łatwo przechodzono do porządku nad wcześniejszą działalnością niektórych funkcjonariuszy.

W biografii Mazurowicza jest także wątek szczególnie bliski czytelnikom „Wolnej Drogi”. Po 1989 roku działał w Komisji Zakładowej „Solidarności” w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy. Był jej członkiem do 1996 roku. Jednocześnie przez kolejne lata pełnił funkcje w Regionie Bydgoskim, był delegatem na regionalne i krajowe zjazdy „Solidarności”, sekretarzem Zarządu Regionu, a następnie członkiem komisji rewizyjnych związku.

Kolej zresztą pojawiła się w jego życiu znacznie wcześniej. Od 1973 roku pracował w Kolejowym Klubie Wioślarskim, z którym był związany jako trener. To dzisiejsza Bydgostia, klub o bardzo mocnych kolejarskich korzeniach. Do 1991 roku nosił nazwę Kolejowego Klubu Wioślarskiego Bydgoszcz, a później KKW-Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego Bydgoszcz. Dopiero później z nazwy zniknął bezpośredni kolejowy patronat.

Sportowy życiorys jubilata podczas benefisu przypomniał Maciej Wilkowski, dziennikarz Polskiego Radia PiK. Mazurowicz był jedenastokrotnym mistrzem Polski w wioślarstwie, reprezentował kraj na mistrzostwach Europy i świata, a następnie przez dziesięciolecia pracował jako trener.

Sam jednak podczas rozmowy znacznie więcej uwagi poświęcał sukcesom swoich zawodniczek niż własnym medalom.

Zapytany, co dawało mu większą satysfakcję – zwycięstwa zawodnicze czy trenerskie – odpowiedział bez wahania:

– Jako trener, zdecydowanie.

Na sali siedziały jego dawne zawodniczki. Mazurowicz patrzył na nie i przypominał, że sukces w sporcie nigdy nie jest dziełem jednej osoby.

– To są dwie strony do medalu. Może trzy: trener, zawodnik i klub, który stwarzał możliwości do uprawiania sportu. Akurat ja miałem szczęście być w takim klubie jak Bydgostia – mówił.

To przekonanie o znaczeniu zespołu dobrze pasuje także do jego związkowej biografii. Podziemna „Solidarność” również nie była przecież historią samotnych bohaterów. Potrzebowała ludzi, którzy potrafili organizować, drukować, przewozić, kolportować, zbierać pieniądze, pomagać rodzinom aresztowanych i utrzymywać łączność między zakładami. Mazurowicz przez wiele lat należał właśnie do takich ludzi.

Sebastian Gawronek, obecny przewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność”, wspominając swoje pierwsze lata w związku, mówił podczas benefisu o Mazurowiczu jako o człowieku stojącym raczej z boku niż na pierwszym planie. Funkcję przewodniczącego regionu Gawronek pełni również w obecnej kadencji 2023–2028.

– Zawsze taki wycofany człowiek, bardzo skromny, który nigdy nie wychodził przed szereg, ale zawsze wiedział, co powiedzieć – wspominał.

Porównał go do trenera, który nie przekazuje całej wiedzy naraz, ale stopniowo podpowiada, czego trzeba się jeszcze nauczyć.

– To byli moi nestorzy, którzy nauczyli mnie solidarności. Takiej solidarności międzyludzkiej, z którą tak naprawdę nieraz w Solidarności naszej związkowej jest trochę za mało – mówił Gawronek, wspominając Mazurowicza i Ryszarda Sieradzkiego.

To było chyba najmniej oficjalne, a zarazem jedno z najtrafniejszych wystąpień tego wieczoru. O Mazurowiczu można bowiem opowiadać datami: Poznań 1956, Sierpień 1980, kryzys bydgoski, stan wojenny, TKK, aresztowanie w 1984 roku, proces, konspiracja. Można wymieniać funkcje i odznaczenia. Ale dla młodszych działaczy związku ważne jest także coś innego: możliwość rozmowy z człowiekiem, dla którego „Solidarność” nie jest nazwą instytucji, lecz doświadczeniem wyniesionym z czasów, gdy sama przynależność do podziemnych struktur oznaczała ryzyko.

Mazurowicz pozostał aktywny w związku również wiele lat po przejściu na emeryturę. Nie traktował 1989 roku jako końca własnej historii z „Solidarnością”. Jak przypominał Krzysztof Osiński, uczestniczył w jej działalności także w wolnej Polsce i do dzisiaj bierze udział w kultywowaniu pamięci o ludziach opozycji.

Sam jubilat pod koniec spotkania nie mówił długo. Podziękował przyjaciołom, dawnym zawodniczkom i wszystkim, którzy przyszli na benefis. Wrócił też do sprawy, która przewijała się przez całą jego biografię – patriotyzmu.

– Cały czas, od chłopca, byłem patriotą. Najpierw lokalnym – mieszkałem w dzielnicy Rataje w Poznaniu, Bydgoszcz i kraj. Polska najważniejsza – mówił.

Na zakończenie życzył Polsce, aby „wróciła na właściwe tory”.

 

Artykuł ukaże się w najnowszym wydaniu dwutygodnika kolejowej Solidarnośći „Wolna droga”

Przejdź do treści